Archive for Motocykle

Dni otwarte w salonach Yamaha

// Kwiecień 12th, 2012 // No Comments » // Fazer 8, FZ8, Jazda próbna, Motocykle, Wydarzenia, Yamaha

Normalnie nie wspominam o takich rzeczach, bo każdy sam sobie może takiego newsa znaleźć na polskiej stronie Yamahy. Wspominam o tym tylko dlatego, że będzie okazja aby przejechać się nowym modelem FZ8.

Jeśli ktoś z Was zastanawia się właśnie czy nie wymienić swojego sprzętu na brata mniejszego FZ1 to polecam wybrać się w dniach 20, 21. kwietnia do najbliższego salonu Yamahy i umówić się na testową jazdę tym motocyklem.

Kto wie, może to będzie miłość od pierwszego wejrzenia? :)

Więcej szczegółów tutaj:  http://www.yamaha-motor.eu/pl/news/index.aspx?id=495563

Share

Po śmierci możesz pojechać szybciej niż za życia

// Marzec 23rd, 2012 // No Comments » // Ciekawostki, Motocykle

Hayka karawan - tu uchwycona wyjątkowo w bezruchu

O tym nie pomyślałem, bo i jak pomyśleć o czymś co nie będzie mnie już dotyczyć? Generalnie wiadomo: nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że śpieszno mu na tamten świat. O ile w ogóle jakiś istnieje …

Co powiecie jednak na to by pomknąć jak strzała już po śmierci? Przecież to genialne. No bo co złego może ci się wtedy stać. Kojfniesz po raz drugi? :) Jest nawet realna szansa, że polecisz szybciej niż kiedykolwiek jeździłeś na swoim motocyklu za życia …, ale o czym ja tu w ogóle … ?

Otóż. Wierzcie lub nie, ale w Anglii jest sobie pewien pastor, który jest właścicielem niecodziennego karawanu. Karawan został zbudowany na bazie Hayabusy i prezentuje się tak jak to widzicie na dołączonej fotce. To nie żadna lipa, pastor używa go regularnie (co akurat chyba cieszyć nie powinno). Wielebnemu jednak to nie wystarcza. Ostatnio postanowił sobie, że pobije tym wehikułem jakiś rekord prędkości. Oto rodzi się nowa, wcale nieświecka tradycja – wyścigi karawanów motocyklowych.

Żeby było ciekawiej pastor miał wcześniej przerobionego na karawan Triumpha Rocketa III, ale najwyraźniej ten tandem był dla wielebnego (i jego szanownych klientów) zbyt ociężały. Hayka to co innego – ta prędkość obudziłaby umarłego …

Oryginał tutaj: http://www.cyclecanadaweb.com/articles/15529/
Share

Tor w Radomiu zaprasza już od 28. marca

// Marzec 20th, 2012 // No Comments » // bezpieczeństwo, Motocykle

Tor w Radomiu

Automobilklub Radomski nie zasypuje gruszek w popiele i w tym roku chłopaki zapraszają wcześniej, już od 28. marca można latać po torze. Tak jak poprzednio: poniedziałki, środy, piątki i niedziele.

Cennik korzystania z torowych uciech dostępny tutaj.

To dobra okazja by bezpiecznie rozpocząć sezon i poćwiczyć jazdę w kontrolowanych warunkach. Pozycja obowiązkowa każdego poważnego motonity :) , także nie zwlekajcie tylko już teraz rezerwujcie sobie terminy.

Share

Horex – rusza seryjna produkcja

// Luty 12th, 2012 // No Comments » // Ciekawostki, Motocykle, Wydarzenia

Horex V6 - rusza produkcja

Wszyscy naokoło trąbią o kryzysie, a tu proszę kolejna, w sumie można powiedzieć: legendarna (i prestiżowa), niemiecka marka wraca do życia. W ciągu najbliższych kilku tygodni ma ruszyć seryjna produkcja tego potężnego motocykla z sześciocylindrowym silnikiem o mocy 200 koni. Przy czym słówko „seryjna” jest tu nieco na wyrost, bo okazuje się, że przynajmniej w tym roku będą dostępne modele wyłącznie na indywidualne zamówienia klientów (a tych podobno nie brakuje).

Co ciekawe składanie każdego egzemplarza będzie ściśle dokumentowane i zajmował się tym będzie jeden mechanik. Od samego początku do dokręcenia ostatniej śrubki na motocyklu z testem na hamowni włącznie. Taką dokumentację w wersji elektronicznej otrzyma kupujący. Póki co zamówienia są przyjmowane z terenów Niemiec, Austrii i Szwajcarii, ale firma planuje wejść na kolejne rynki w przyszłym roku: Francja, Włochy i kraje Beneluksu.

Cena? Zaczynamy rozmowę od 20.000 euro i w zależności od tego jakich dodatków zażyczymy sobie do motocykla może być już tylko gorzej :)

Nie wiem jak Wy, ja chyba jeszcze wstrzymam się ze swoim zamówieniem … ;) Choć przyznać uczciwie trzeba, że ten naked jest po prostu piękny w swojej klasycznej formie.

Więcej: http://www.gizmag.com/horex-v6-set-for-production/21423/ 
Share

I Ty Brutusie … ?

// Styczeń 25th, 2012 // No Comments » // Ciekawostki, Motocykle, Wydarzenia

Brutus, motocykl elektryczny

Nie wiem jak Wam, ale mnie się stylistycznie elektryczne jednoślady nie podobają. Póki co ich wygląd nawiązuje bardziej do tostera czy robota do ubijania ciasta niż do motocykla. Pomijam już dźwięk, którego nie ma i na dobrą sprawę nie wiadomo czy to jednoślad czy wózek golfowy jedzie.

Jednak przynajmniej niektórzy projektanci elektrycznych hulajnóg próbują robić co się da aby maszyny, które stworzyli jak najbardziej przypominały motocykl z silnikiem spalinowym.

Chrisowi Bellowi (zbieżność nazwisk przypadkowa) ta sztuka się dość przyzwoicie udała. Jego motocykl nie tylko jeździ (i to całkiem żwawo), ale też i nieźle wygląda. Widać dobre włoskie wpływy – przynajmniej jeśli chodzi o design ramy. Mnie ta sztuka trochę przypomina przerobionego Diavela. Sercem układu jest oczywiście pokaźnych rozmiarów i słusznej wagi bateryjka litowo-polimerowa. Sprzęt w nią wyposażony waży gotowy do jazdy nieco ponad 200 kg. Jak na elektryka to sporo.

Producent deklaruje, że na jednym ładowaniu motocykl jest w stanie przejechać minimum 160 km, przy czym słówko „minimum” jest tu istotne, bo oznacza zasięg, w czasie którego nie oszczędzamy prawej manetki i bawimy się na maksa. Do pełnego naładowania serducha wystarczą 3 godziny oraz zwykłe gniazdko elektryczne w ścianie. Jednoślad rozpędza się do setki w niespełna 5 sekund, a „top speed” oscyluje gdzieś w granicach 160 km/h. O cenie nic mi nie wiadomo, ale pewnie szału nie będzie, jednak odnotować trzeba, że oto mamy wreszcie elektryka, który cóż, może się podobać.

A tak Brutus wygląda na żywo (co ciekawe nie został jeszcze opatentowany co widać w podpisie na filmie):

Share

Wypadek? Zrób się w balona

// Grudzień 14th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Motocykle

Nie jest to co prawda żadna nowość, bo pomysłodawca i projektant tego ciekawego rozwiązania pracuje nad nim już od kilku lat, ale jeśli sądzicie, że widzieliście już wszystko to zerknijcie na poniższy film, a potem czytajcie dalej:

Nieźle to wygląda, co?

Wdzianko uszyte jest dwuwarstwowo: warstwa zewnętrzna to bardzo wytrzymały materiał, z którego robi się m.in. spadochrony. W pasku umieszczone są dwie 9V baterie, które w czasie wypadku uruchamiają mały kanister z nitrocelulozą. Bania pompuje się w 0.05 sekundy czyli całkiem sprawnie. System wyzwalania jest póki co dość prymitywny bo działa na zasadzie linki, którą kierowca przypięty jest do motocykla. Kiedy linka się zerwie (ergo: kierownik spada z siodełka) obwód zostaje przerwany i grucha się dmucha.

Wynalazca, niejaki Neron z Kanady (prawda, że ładnie?) liczy na to, że jego patent wkrótce stanie się popularny. W dobie korkujących się miast to być może wcale niegłupie rozwiązanie. Co sądzicie?

Aha, zgłasza się ktoś na ochotnika by coś takiego przetestować? :)

Share

R1 ciągle najcięższa wśród rywali

// Wrzesień 27th, 2011 // No Comments » // Motocykle, Wydarzenia, Yamaha

2012 Yamaha R1Wszyscy trąbią to i ja coś naskrobię. R1, model A.D. 2012 dostała nowe kolorki owiewek i … 6 stopniową kontrolę trakcji. To w zasadzie jedyna ważna zmiana w stosunku do poprzednika. Ben Spies, który został zatrudniony do promocji nowej „eR-jedynki” twierdzi oczywiście, że nowe moto jeździ jeszcze lepiej :)

Oto pełna lista zmian (według tego co znalazłem na MCN):
- 6 stopniowa kontrola trakcji
- odświeżone nieco przednie lampy i dolna część owiewki
- nowe mapy, które mają poprawić dolny i średni zakres obrotów, a więc użyteczność silnika
- przednie lampy teraz w technologii LED
- zmieniony kształt osłon termicznych wydechów

Maszynka w ruchu wygląda tak:

Share

Motoszkoła: kurs TECHNICZNY

// Lipiec 30th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Motocykle

Motoszkola: kurs TECHNICZNYTrochę czasu upłynęło od szkolenia, a ja przez cały ten czas obiecywałem sobie, że wreszcie o tym kursie coś napiszę :) Sporo się działo, dużo jeździłem – pogoda dopisywała (no, może nie ostatnio, ale w sumie nie było źle) i grafik miałem dość napięty. Poza tym zwyczajnie, proza życia – nie chciało się :) Niektórym może będzie to nie w smak, bo podobno okrutnie rozwlekłe teksty produkuję i ogólnie przynudzam, ale cóż: takie dzikie prawo Internetu. Tu mogę pisać – to piszę. Czytać przecież nie trzeba.
Tyle tytułem wprowadzenia, do rzeczy.

Dla kogo to szkolenie?

Rafał (instruktor i właściciel „Motoszkoły”) wymyślił sobie to tak, że aby móc wziąć udział w kursie technicznym trzeba najpierw ukończyć kurs bezpieczny. Można to zrozumieć. Z jednej strony ma to sens z punktu widzenia rozwoju kursanta (umiejętności zdobywa się stopniowo poznając coraz to nowe pojęcia, które wynikają z poznanych wcześniej rzeczy), z drugiej zaś taki układ zapewnia godziwy dochód.
Szkolenie mimo, że troszkę na wyrost nazwane „technicznym” polecałbym raczej początkującym i mało doświadczonym  motocyklistom. Nie trzeba obawiać się ćwiczeń w ruchu ulicznym – trasy zostały dobrane tak, że ruch jest na nich stosunkowo niewielki. Można spokojnie skupić się na treningu, a przy okazji przekonać się jak dajemy sobie radę „w realu” na drodze.

Właśnie, drogi.

No to jest sprawa na osobny akapit, zwłaszcza jak ktoś jest (tak jak ja) z płaskich i równych jak stół nizin. Drogi u nas są tak samo nudne i przewidywalne jak krzywizna ziemi, którą widać z balkonu III piętra :)
Górskie trasy po słowackiej stronie zostały całkiem zacnie dobrane. Jest sporo zakrętów, które nie powinny rozczarować tych bardziej nawet doświadczonych: były zakręty ślepe, gdzie nie widać wyjścia, były takie o zróżnicowanym profilu zakrzywienia, były wreszcie tzw. „patelnie” – zakręty, które w uproszczeniu można nazywać „180 stopni” lub „zawrotkami”. Tu zdecydowany plus.

Zakres materiału

Zabrakło mi trochę rozwinięcia tematu pod tytułem: „pozycja na motocyklu przy dynamicznym pokonywaniu zakrętów”. Instruktor ledwie się po tej kwestii prześlizgnął, a można było więcej o tym poopowiadać z korzyścią dla kursantów. Zdecydowanie natomiast dobrym pomysłem było filmowanie i omawianie błędów. Można sobie było przy kolacji na spokojnie jeszcze raz obejrzeć przejazd i usłyszeć kilka gorzkich słów :) Dzięki tym uwagom mogłem później skupić się bardziej na rozpoznawaniu punktów wejścia w zakręt i ocenie gdzie leży apeks. Pomogło mi to zoptymalizować moją trajektorię pokonywania łuków.

Aura

Pogoda w górach zmienną jest i nie oszczędzała nas jakoś szczególnie. Zwłaszcza czwartek był ciężki i nie wszyscy zdecydowali się na wyjazd tego dnia. Zdrowo przemokłem, ale też i dużo się nauczyłem o przyczepności w deszczu. Otóż jest większa niż to się zwykle wydaje (zakładając, że się ma opony i zawieszenie w dobrym stanie). Może zabrzmi to niespecjalnie zachęcająco, ale polecam co jakiś czas pojeździć kiedy jest mokro: to znakomity moment na trening (w granicach rozsądku rzecz jasna).

Czy było warto?

Tak, bo ja to jednocześnie potraktowałem tak jakby to był wyjazd turystyczno-wypoczynkowy (zresztą tak właśnie między innymi było). Towarzystwo było bardzo sympatyczne, pozdrawiam wszystkich – zwłaszcza Łukasza z Krakowa i Ryśka z Wrocławia, naprawdę zacni goście :) Ten kto nastawiał się na szybką jazdę ze wskazaniem na tor – będzie rozczarowany. Polecałbym wydać te pieniądze gdzie indziej: u Grandysów, w Promotorze czy u chłopaków z Motormanii :)
Ogólnie oceniam to mniej więcej: 3/5
Plus: fajnie dobrane trasy, piękne górskie krajobrazy.
Minus: dziury w materiale, trochę więcej konsekwencji w prezentowanej teorii i więcej omawiania błędów.
Info o kursie: http://motoszkola.pl/pliki/kurs_techniczny.html
Trochę zdjęć: http://motoszkola.pl/pliki/galeria_tech2011.html

Kilka filmów ze szkolenia można obejrzeć na moim kanale YT, zapraszam.

Share

BMW pomoże ci skręcić w lewo

// Maj 18th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Ciekawostki, Motocykle, Wydarzenia

C-7 nakaz jazdy prosto lub w lewo

Jak ostatnio można było poczytać na MCN bawarska firma rozpoczęła testy systemu, który asystuje kierowcy auta w czasie kiedy ten zamierza skręcić w lewo. System zwie się „asystent lewoskrętu” (ang. turn left assistant) i składa się oprócz rzecz jasna samego układu sterującego z kamery śledzącej pole przed samochodem i laserowego skanera.

Rozpoznanie, że kierowca samochodu zamierza skręcić w lewo przebiega dwuetapowo. Po pierwsze system nawigacji satelitarnej pozycjonuje z dokładnością do jednego metra pojazd na skrzyżowaniu. W tym samym czasie kamera umieszczona z przodu również śledzi ruch auta na podstawie oznakowania poziomego jezdni wysyłając do sterownika informację o tym czy samochód rozpoczął właśnie manewr skrętu w lewo. Jednocześnie trzy laserowe skanery precyzyjnie w czasie rzeczywistym odwzorowują to co się dzieje do 100m przed samochodem „wypatrując” nadjeżdżającego z naprzeciwka pojazdu. Motocykle również są przez system rozpoznawane (jak miło).

Kiedy system wykryje pojazd zbliżający się do skrzyżowania z przeciwnej strony aktywuje się (zakładając, że prędkość skręcającego auta nie przekracza 10km/h) wyświetlając w panelu informacyjnym ostrzeżenie i załączając jednocześnie hamulce.

Teraz najlepsze. System jest w stanie, przy pomocy specjalnego rozszerzenia, bezprzewodowo komunikować się z innymi pojazdami na drodze wyposażonymi w taki układ. Technologia nosi handlową nazwę WLAN car-to-x communication unit. Dzięki takiemu rozwiązaniu zasięg laserowych skanerów może zostać zwiększony do 250m. Dodatkowo, kolejnym bonusem jest to, że w takim przypadku istnieje możliwość wcześniejszego wykrycia zbliżającego się do skrzyżowania pojazdu, który jest ukryty na przykład za wzniesieniem i do ostatniej chwili pozostaje niewidoczny dla skręcającego.

Obecnie ekipa z Bawarii testuje wyżej opisany mechanizm na dwóch swoich modelach: BWM serii 5 i motocyklu R1200GS.

W sytuacji kiedy układ zamontowany w motocyklu jadącym na wprost przez skrzyżowanie wykryje auto usiłujące skręcić w lewo specjalny algorytm wylicza trajektorię obu pojazdów i ocenia ryzyko potencjalnej kolizji. W zależności od stopnia tego ryzyka w jednośladzie dzieją się różne rzeczy :) : zwiększana jest intensywność świecenia lampy przedniej, załączają się ledowe światła pozycyjne, w które dodatkowo wyposażony jest motocykl, a w sytuacji krytycznej machina nawet sama zatrąbi na takiego delikwenta. Oczywiście jednocześnie, niejako po drugiej strony barykady, kiedy już kolizja wydaje się nieunikniona aktywowane są hamulce w aucie.

Trochę to przerażająca wizja: pojazdy komunikujące się między sobą bez naszego udziału. Ciekawe jak taki system będzie sprawdzał się w realnych warunkach drogowych i czy ma szansę wejść do powszechnego użycia w takiej formie?

Źródło:  http://www.motorcyclenews.com/MCN/News/newsresults/New-bikes/2011/May/may1711-bmw-unveils-new-anti-crash-technology/
Share

Motoszkoła: kurs BEZPIECZNY

// Marzec 27th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Motocykle

Motoszkoła.pl: motocykliści dla motocyklistów

Jak być może niektórzy z Was kojarzą jakiś czas temu pisałem, że zamierzam wybrać się na szkolenie do Motoszkoły. Ośrodków takich ciągle w naszym kraju jak na lekarstwo, a ludzi, którym się chce to robić (i umieją) jeszcze mniej. Nie wspomnę już o mieszkańcach mniejszych miast, gdzie takich szkół po prostu nie ma i długo jeszcze nie będzie. Niech to jednak nikogo nie zraża przed tym by jednak, mimo przeciwności losu, nie spróbować. W końcu nikt nie obiecywał, że będzie łatwo (jak jest łatwo to nie ma zabawy). W gestii indywidualnej pozostawiam decyzję, którą szkołę wybrać – jak napisałem powyżej. Jest ich w kraju niewiele, więc też niespecjalnie jest w czym wybierać. Zanim jednak się człowiek zdecyduje przede wszystkim musi sobie odpowiedzieć na pytanie czego po takim szkoleniu się spodziewa.

Dla kogo to szkolenie?

Mowa oczywiście cały czas o Motoszkole, bo ten ośrodek poznałem niejako od środka – będąc na kursie. Otóż system został tu opracowany czy też podzielony na trzy części (wcześniej były dwie, od tego roku doszedł jeszcze stopień ekspercki). To co się pierwsze rzuca w oczy (przynajmniej w moje się rzuciło) to to, że nacisk kładzie się tu głównie na jazdę szosową czyli poruszanie się w normalnym ruchu drogowym (miasto i poza). O jeździe torowej raczej się nie mówi. Celowo.  Układający program szkoleń wyszedł z założenia, że to właśnie na normalnej drodze statystyczny motocyklista (czy też adresat szkolenia) spędza najwięcej czasu na swoim jednośladzie. W moim przypadku jest to najprawdziwsza prawda i z takim założeniem wybrałem właśnie to, a nie inne szkolenie. Z tego co wiem ośrodek organizuje również dedykowane kursy enduro.

Pierwszy dzień szkolenia, mimo iż technicznie mamy już wiosnę przywitał nas … śniegiem. Nie nastrajało to zbyt optymistycznie i z żalem swojego motóra musiałem pozostawić w garażu. Na szczęście szybko okazało się, że słońce zrobiło swoje. Praktycznie o godzinie 9 ulice były już wolne od białego puchu i suche. Mogło być tylko lepiej.

I etap: kurs bezpieczny

To niejako początek ścieżki szkoleń. Zapoznanie się z podstawowymi zagadnieniami budowy motocykla (ustawienia zawieszenia, efekt żyroskopowy, skręcanie), ale bez wnikania głęboko w szczegóły techniczne. Jeśli ktoś lubi – to już musi we własnym zakresie (i moim zdaniem to dobrze – nie warto od razu na starcie wypełniać sobie pamięci terminami, o których na tym etapie nie ma się zielonego pojęcia). Na początek troszkę teorii, a potem od razu przejście do praktyki – ćwiczenia na placu manewrowym. To o czym jeszcze zapomniałem wspomnieć na początku to fakt, iż cały program kursu bezpiecznego opiera się (a nawet czerpie pełnymi garściami) na modelu szwedzkim i tym jak tam się takie szkolenia przeprowadza. Trzeba przyznać, że Szwedzi mają bardzo rozbudowany system przygotowania przyszłego motocyklisty do (prze)życia na drodze. Na początek: wolna jazda na wprost. Nie. Naprawdę wolna. Prędkości rzędu 2-4 km/h. Jak to osiągnąć zachowując jednocześnie płynność jazdy? Łatwo nie jest, bo mają tu znaczenie trzy elementy: kontrola otwarcia gazu, sprzęgło i tylny hamulec. W skrócie: gaz mamy otwarty, a płynność poruszania się i prędkość „regulujemy” jazdą na tzw. półsprzęgle z jednocześnie wciśniętym (nie za mocno) tylnym hamulcem. Po co to wszystko? A no po to by uniknąć luzów w układzie napędowym (głównie na łańcuchu, ale dla wału jest podobnie) i tym samym wyeliminować niepożądane zjawisko „szarpania” motocyklem na niskich biegach (i prędkościach). Taką jazdę ćwiczyliśmy przez cały pierwszy dzień szkolenia w różnych manewrach na placu. Była jazda popularnym slalomem, było zawracanie na wąskim odcinku drogi (tzw. „garaż”), był też „zygzak”, czyli przejeżdżanie „eską” przez dość ciasno rozstawione bramki. W życiu chyba tyle razy się nie podpierałem nogą co w ciągu tego jednego dnia szkolenia :) Co jeszcze z ciekawszych rzeczy pierwszego dnia? Upadki. Jak prawidłowo się na motocyklu przewrócić aby nie uwięzić pod nim nogi, mowa o przewrotkach przy niewielkich prędkościach (tzw. „gleby parkingowe”). Dodatkowo, jak potem podnieść motocykl. Ja dalej jestem zdania, że lepiej robi się to tyłem :) Na szczęście motocykle szkoły, na których odbywaliśmy szkolenie to były lekkie enduraki, więc z dźwiganiem nikt nie miał kłopotów.

Drugiego dnia zajęliśmy się tematem zakrętów, dynamicznego pokonywania slalomu (ze świadomością tego co dzieje się w tym czasie z przednim zawieszeniem – fajnie widać jego rozprężanie i potem kompresję przy zmianie kierunku), a także przypomnieliśmy sobie (przynajmniej niektórzy) jak zatrzymać się i ruszyć z miejsca bez podpierania się przy tym nogami. Osobiście tego dnia „zabił” mnie tzw. „cyrkiel”, czy też patrząc z góry „balon”. Otóż został wytyczony okrąg (dość mały) z jednym wąskim wlotem, przez który wjeżdżało się do środka. Wewnątrz należało zrobić sobie dwa kółeczka (wolna jazda manewrowa) i wyjechać na zewnątrz. Proste? Niby proste, ale jakoś ciągle podpierałem się nogą :) Jeszcze ciekawiej zrobiło się wtedy kiedy do środka wjechały dwie, a potem trzy maszyny jednocześnie. To ćwiczenie wyszło mi najsłabiej pokazując gdzie powinienem mocniej nad sobą popracować. Następnie potrenowaliśmy sobie hamowanie awaryjne, a potem połączyliśmy to z hamowaniem i jednoczesnym ominięciem przeszkody (to, z której strony należało przeszkodę ominąć w ostatniej chwili pokazywał instruktor). Tu już poszło mi nieco lepiej, a nawet okazało się (bo ostatecznie to ćwiczenie odbyło się z pomiarem czasu), że uzyskałem najlepszy wynik :) Pojawiły się jednak pewne wątpliwości, bo chronometr nie był certyfikowany ;)

Na koniec drugiego i ostatniego dnia kursu zebraliśmy wszystkie te manewry do kupy i każdy próbował swych sił w jeździe kombinowanej. Zaczynało się od „zygzaka” (czyli przejazd ostrym slalomem przez brameczki), potem slalom klasyczny, na końcu którego należało zahamować do zatrzymania i ruszyć nie podpierając się przy tym nogami, a na koniec zawrotka na wąskim odcinku drogi (tzw. „garaż”). Nie brzmi jakoś szczególnie strasznie natomiast trochę problemów każdemu sprawiało przejechanie całości bezbłędnie :)

Podsumowanie

Kurs bezpieczny: 26,27.03.2011Myślę, że piszę to nie tylko w swoim imieniu, ale i innych kursantów – szkolenie bardzo pomocne i polecałbym każdemu kto niedawno zaczął swoją przygodę z motocyklami, ale także wszystkim tym, którym wydaje się, że jeżdżą naprawdę dobrze i mają za sobą dziesiątki tysięcy przejechanych kilometrów. W ramach przypomnienia i dobrego rozpoczęcia nowego sezonu – jak znalazł. Dobór motocykli enduro na kurs również uważam za trafiony – lekkie i bardzo zwrotne maszyny o dużym skoku zawieszenia pozwoliły lepiej zobaczyć co dzieje się z motocyklem w czasie przeprowadzanych ćwiczeń. Łatwiej je było także podnosić z ziemi jak coś poszło źle :)

Jak już wspomniałem kurs i jego program nastawiony raczej na szlifowanie formy w normalnej jeździe szosowej, więc jak ktoś szuka emocji raczej na torze to powinien wybrać się np. do Pro-motora (link w prawej kolumnie, dział „Nauka Jazdy”). Bardzo fajne i potrzebne uzupełnienie po zdanym egzaminie na prawko. Ja bym to zrobił obowiązkowe :) Co pozostało? Na pewno niedosyt. Chciałoby się więcej, choć też muszę przyznać po tych dwu dniach na placu czułem się nieco zmęczony. Teraz kiedy człowiek wie już co i jak (a o pewnych rzeczach sobie przypomniał), może ćwiczyć dalej sam.

Z niecierpliwością czekam już na drugi poziom (kurs techniczny, zapisałem się na termin czerwcowy), kiedy będzie można sprawdzić się na drodze, w normalnym ruchu pojeździć trochę po zakrętach, a słyszałem że miejsce ćwiczeń naprawdę malownicze (południe Polski przy granicy ze Słowacją).

P.S. Na stronie Motoszkoły mają pojawić się jakieś zdjęcia z naszego kursu, nie omieszkam podrzucić linka :)

UPDATE: To było szybkie, już są ->  http://motoszkola.pl/pliki/galeria_bez.html

Share