Archive for Motocykle

Horex – rusza seryjna produkcja

// Luty 12th, 2012 // No Comments » // Ciekawostki, Motocykle, Wydarzenia

Horex V6 - rusza produkcja

Wszyscy naokoło trąbią o kryzysie, a tu proszę kolejna, w sumie można powiedzieć: legendarna (i prestiżowa), niemiecka marka wraca do życia. W ciągu najbliższych kilku tygodni ma ruszyć seryjna produkcja tego potężnego motocykla z sześciocylindrowym silnikiem o mocy 200 koni. Przy czym słówko „seryjna” jest tu nieco na wyrost, bo okazuje się, że przynajmniej w tym roku będą dostępne modele wyłącznie na indywidualne zamówienia klientów (a tych podobno nie brakuje).

Co ciekawe składanie każdego egzemplarza będzie ściśle dokumentowane i zajmował się tym będzie jeden mechanik. Od samego początku do dokręcenia ostatniej śrubki na motocyklu z testem na hamowni włącznie. Taką dokumentację w wersji elektronicznej otrzyma kupujący. Póki co zamówienia są przyjmowane z terenów Niemiec, Austrii i Szwajcarii, ale firma planuje wejść na kolejne rynki w przyszłym roku: Francja, Włochy i kraje Beneluksu.

Cena? Zaczynamy rozmowę od 20.000 euro i w zależności od tego jakich dodatków zażyczymy sobie do motocykla może być już tylko gorzej :)

Nie wiem jak Wy, ja chyba jeszcze wstrzymam się ze swoim zamówieniem … ;) Choć przyznać uczciwie trzeba, że ten naked jest po prostu piękny w swojej klasycznej formie.

Więcej: http://www.gizmag.com/horex-v6-set-for-production/21423/ 

I Ty Brutusie … ?

// Styczeń 25th, 2012 // No Comments » // Ciekawostki, Motocykle, Wydarzenia

Brutus, motocykl elektryczny

Nie wiem jak Wam, ale mnie się stylistycznie elektryczne jednoślady nie podobają. Póki co ich wygląd nawiązuje bardziej do tostera czy robota do ubijania ciasta niż do motocykla. Pomijam już dźwięk, którego nie ma i na dobrą sprawę nie wiadomo czy to jednoślad czy wózek golfowy jedzie.

Jednak przynajmniej niektórzy projektanci elektrycznych hulajnóg próbują robić co się da aby maszyny, które stworzyli jak najbardziej przypominały motocykl z silnikiem spalinowym.

Chrisowi Bellowi (zbieżność nazwisk przypadkowa) ta sztuka się dość przyzwoicie udała. Jego motocykl nie tylko jeździ (i to całkiem żwawo), ale też i nieźle wygląda. Widać dobre włoskie wpływy – przynajmniej jeśli chodzi o design ramy. Mnie ta sztuka trochę przypomina przerobionego Diavela. Sercem układu jest oczywiście pokaźnych rozmiarów i słusznej wagi bateryjka litowo-polimerowa. Sprzęt w nią wyposażony waży gotowy do jazdy nieco ponad 200 kg. Jak na elektryka to sporo.

Producent deklaruje, że na jednym ładowaniu motocykl jest w stanie przejechać minimum 160 km, przy czym słówko „minimum” jest tu istotne, bo oznacza zasięg, w czasie którego nie oszczędzamy prawej manetki i bawimy się na maksa. Do pełnego naładowania serducha wystarczą 3 godziny oraz zwykłe gniazdko elektryczne w ścianie. Jednoślad rozpędza się do setki w niespełna 5 sekund, a „top speed” oscyluje gdzieś w granicach 160 km/h. O cenie nic mi nie wiadomo, ale pewnie szału nie będzie, jednak odnotować trzeba, że oto mamy wreszcie elektryka, który cóż, może się podobać.

A tak Brutus wygląda na żywo (co ciekawe nie został jeszcze opatentowany co widać w podpisie na filmie):

Wypadek? Zrób się w balona

// Grudzień 14th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Motocykle

Nie jest to co prawda żadna nowość, bo pomysłodawca i projektant tego ciekawego rozwiązania pracuje nad nim już od kilku lat, ale jeśli sądzicie, że widzieliście już wszystko to zerknijcie na poniższy film, a potem czytajcie dalej:

Nieźle to wygląda, co?

Wdzianko uszyte jest dwuwarstwowo: warstwa zewnętrzna to bardzo wytrzymały materiał, z którego robi się m.in. spadochrony. W pasku umieszczone są dwie 9V baterie, które w czasie wypadku uruchamiają mały kanister z nitrocelulozą. Bania pompuje się w 0.05 sekundy czyli całkiem sprawnie. System wyzwalania jest póki co dość prymitywny bo działa na zasadzie linki, którą kierowca przypięty jest do motocykla. Kiedy linka się zerwie (ergo: kierownik spada z siodełka) obwód zostaje przerwany i grucha się dmucha.

Wynalazca, niejaki Neron z Kanady (prawda, że ładnie?) liczy na to, że jego patent wkrótce stanie się popularny. W dobie korkujących się miast to być może wcale niegłupie rozwiązanie. Co sądzicie?

Aha, zgłasza się ktoś na ochotnika by coś takiego przetestować? :)

R1 ciągle najcięższa wśród rywali

// Wrzesień 27th, 2011 // No Comments » // Motocykle, Wydarzenia, Yamaha

2012 Yamaha R1Wszyscy trąbią to i ja coś naskrobię. R1, model A.D. 2012 dostała nowe kolorki owiewek i … 6 stopniową kontrolę trakcji. To w zasadzie jedyna ważna zmiana w stosunku do poprzednika. Ben Spies, który został zatrudniony do promocji nowej „eR-jedynki” twierdzi oczywiście, że nowe moto jeździ jeszcze lepiej :)

Oto pełna lista zmian (według tego co znalazłem na MCN):
- 6 stopniowa kontrola trakcji
- odświeżone nieco przednie lampy i dolna część owiewki
- nowe mapy, które mają poprawić dolny i średni zakres obrotów, a więc użyteczność silnika
- przednie lampy teraz w technologii LED
- zmieniony kształt osłon termicznych wydechów

Maszynka w ruchu wygląda tak:

Motoszkoła: kurs TECHNICZNY

// Lipiec 30th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Motocykle

Motoszkola: kurs TECHNICZNYTrochę czasu upłynęło od szkolenia, a ja przez cały ten czas obiecywałem sobie, że wreszcie o tym kursie coś napiszę :) Sporo się działo, dużo jeździłem – pogoda dopisywała (no, może nie ostatnio, ale w sumie nie było źle) i grafik miałem dość napięty. Poza tym zwyczajnie, proza życia – nie chciało się :) Niektórym może będzie to nie w smak, bo podobno okrutnie rozwlekłe teksty produkuję i ogólnie przynudzam, ale cóż: takie dzikie prawo Internetu. Tu mogę pisać – to piszę. Czytać przecież nie trzeba.
Tyle tytułem wprowadzenia, do rzeczy.

Dla kogo to szkolenie?

Rafał (instruktor i właściciel „Motoszkoły”) wymyślił sobie to tak, że aby móc wziąć udział w kursie technicznym trzeba najpierw ukończyć kurs bezpieczny. Można to zrozumieć. Z jednej strony ma to sens z punktu widzenia rozwoju kursanta (umiejętności zdobywa się stopniowo poznając coraz to nowe pojęcia, które wynikają z poznanych wcześniej rzeczy), z drugiej zaś taki układ zapewnia godziwy dochód.
Szkolenie mimo, że troszkę na wyrost nazwane „technicznym” polecałbym raczej początkującym i mało doświadczonym  motocyklistom. Nie trzeba obawiać się ćwiczeń w ruchu ulicznym – trasy zostały dobrane tak, że ruch jest na nich stosunkowo niewielki. Można spokojnie skupić się na treningu, a przy okazji przekonać się jak dajemy sobie radę „w realu” na drodze.

Właśnie, drogi.

No to jest sprawa na osobny akapit, zwłaszcza jak ktoś jest (tak jak ja) z płaskich i równych jak stół nizin. Drogi u nas są tak samo nudne i przewidywalne jak krzywizna ziemi, którą widać z balkonu III piętra :)
Górskie trasy po słowackiej stronie zostały całkiem zacnie dobrane. Jest sporo zakrętów, które nie powinny rozczarować tych bardziej nawet doświadczonych: były zakręty ślepe, gdzie nie widać wyjścia, były takie o zróżnicowanym profilu zakrzywienia, były wreszcie tzw. „patelnie” – zakręty, które w uproszczeniu można nazywać „180 stopni” lub „zawrotkami”. Tu zdecydowany plus.

Zakres materiału

Zabrakło mi trochę rozwinięcia tematu pod tytułem: „pozycja na motocyklu przy dynamicznym pokonywaniu zakrętów”. Instruktor ledwie się po tej kwestii prześlizgnął, a można było więcej o tym poopowiadać z korzyścią dla kursantów. Zdecydowanie natomiast dobrym pomysłem było filmowanie i omawianie błędów. Można sobie było przy kolacji na spokojnie jeszcze raz obejrzeć przejazd i usłyszeć kilka gorzkich słów :) Dzięki tym uwagom mogłem później skupić się bardziej na rozpoznawaniu punktów wejścia w zakręt i ocenie gdzie leży apeks. Pomogło mi to zoptymalizować moją trajektorię pokonywania łuków.

Aura

Pogoda w górach zmienną jest i nie oszczędzała nas jakoś szczególnie. Zwłaszcza czwartek był ciężki i nie wszyscy zdecydowali się na wyjazd tego dnia. Zdrowo przemokłem, ale też i dużo się nauczyłem o przyczepności w deszczu. Otóż jest większa niż to się zwykle wydaje (zakładając, że się ma opony i zawieszenie w dobrym stanie). Może zabrzmi to niespecjalnie zachęcająco, ale polecam co jakiś czas pojeździć kiedy jest mokro: to znakomity moment na trening (w granicach rozsądku rzecz jasna).

Czy było warto?

Tak, bo ja to jednocześnie potraktowałem tak jakby to był wyjazd turystyczno-wypoczynkowy (zresztą tak właśnie między innymi było). Towarzystwo było bardzo sympatyczne, pozdrawiam wszystkich – zwłaszcza Łukasza z Krakowa i Ryśka z Wrocławia, naprawdę zacni goście :) Ten kto nastawiał się na szybką jazdę ze wskazaniem na tor – będzie rozczarowany. Polecałbym wydać te pieniądze gdzie indziej: u Grandysów, w Promotorze czy u chłopaków z Motormanii :)
Ogólnie oceniam to mniej więcej: 3/5
Plus: fajnie dobrane trasy, piękne górskie krajobrazy.
Minus: dziury w materiale, trochę więcej konsekwencji w prezentowanej teorii i więcej omawiania błędów.
Info o kursie: http://motoszkola.pl/pliki/kurs_techniczny.html
Trochę zdjęć: http://motoszkola.pl/pliki/galeria_tech2011.html

Kilka filmów ze szkolenia można obejrzeć na moim kanale YT, zapraszam.

BMW pomoże ci skręcić w lewo

// Maj 18th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Ciekawostki, Motocykle, Wydarzenia

C-7 nakaz jazdy prosto lub w lewo

Jak ostatnio można było poczytać na MCN bawarska firma rozpoczęła testy systemu, który asystuje kierowcy auta w czasie kiedy ten zamierza skręcić w lewo. System zwie się „asystent lewoskrętu” (ang. turn left assistant) i składa się oprócz rzecz jasna samego układu sterującego z kamery śledzącej pole przed samochodem i laserowego skanera.

Rozpoznanie, że kierowca samochodu zamierza skręcić w lewo przebiega dwuetapowo. Po pierwsze system nawigacji satelitarnej pozycjonuje z dokładnością do jednego metra pojazd na skrzyżowaniu. W tym samym czasie kamera umieszczona z przodu również śledzi ruch auta na podstawie oznakowania poziomego jezdni wysyłając do sterownika informację o tym czy samochód rozpoczął właśnie manewr skrętu w lewo. Jednocześnie trzy laserowe skanery precyzyjnie w czasie rzeczywistym odwzorowują to co się dzieje do 100m przed samochodem „wypatrując” nadjeżdżającego z naprzeciwka pojazdu. Motocykle również są przez system rozpoznawane (jak miło).

Kiedy system wykryje pojazd zbliżający się do skrzyżowania z przeciwnej strony aktywuje się (zakładając, że prędkość skręcającego auta nie przekracza 10km/h) wyświetlając w panelu informacyjnym ostrzeżenie i załączając jednocześnie hamulce.

Teraz najlepsze. System jest w stanie, przy pomocy specjalnego rozszerzenia, bezprzewodowo komunikować się z innymi pojazdami na drodze wyposażonymi w taki układ. Technologia nosi handlową nazwę WLAN car-to-x communication unit. Dzięki takiemu rozwiązaniu zasięg laserowych skanerów może zostać zwiększony do 250m. Dodatkowo, kolejnym bonusem jest to, że w takim przypadku istnieje możliwość wcześniejszego wykrycia zbliżającego się do skrzyżowania pojazdu, który jest ukryty na przykład za wzniesieniem i do ostatniej chwili pozostaje niewidoczny dla skręcającego.

Obecnie ekipa z Bawarii testuje wyżej opisany mechanizm na dwóch swoich modelach: BWM serii 5 i motocyklu R1200GS.

W sytuacji kiedy układ zamontowany w motocyklu jadącym na wprost przez skrzyżowanie wykryje auto usiłujące skręcić w lewo specjalny algorytm wylicza trajektorię obu pojazdów i ocenia ryzyko potencjalnej kolizji. W zależności od stopnia tego ryzyka w jednośladzie dzieją się różne rzeczy :) : zwiększana jest intensywność świecenia lampy przedniej, załączają się ledowe światła pozycyjne, w które dodatkowo wyposażony jest motocykl, a w sytuacji krytycznej machina nawet sama zatrąbi na takiego delikwenta. Oczywiście jednocześnie, niejako po drugiej strony barykady, kiedy już kolizja wydaje się nieunikniona aktywowane są hamulce w aucie.

Trochę to przerażająca wizja: pojazdy komunikujące się między sobą bez naszego udziału. Ciekawe jak taki system będzie sprawdzał się w realnych warunkach drogowych i czy ma szansę wejść do powszechnego użycia w takiej formie?

Źródło:  http://www.motorcyclenews.com/MCN/News/newsresults/New-bikes/2011/May/may1711-bmw-unveils-new-anti-crash-technology/

Motoszkoła: kurs BEZPIECZNY

// Marzec 27th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Motocykle

Motoszkoła.pl: motocykliści dla motocyklistów

Jak być może niektórzy z Was kojarzą jakiś czas temu pisałem, że zamierzam wybrać się na szkolenie do Motoszkoły. Ośrodków takich ciągle w naszym kraju jak na lekarstwo, a ludzi, którym się chce to robić (i umieją) jeszcze mniej. Nie wspomnę już o mieszkańcach mniejszych miast, gdzie takich szkół po prostu nie ma i długo jeszcze nie będzie. Niech to jednak nikogo nie zraża przed tym by jednak, mimo przeciwności losu, nie spróbować. W końcu nikt nie obiecywał, że będzie łatwo (jak jest łatwo to nie ma zabawy). W gestii indywidualnej pozostawiam decyzję, którą szkołę wybrać – jak napisałem powyżej. Jest ich w kraju niewiele, więc też niespecjalnie jest w czym wybierać. Zanim jednak się człowiek zdecyduje przede wszystkim musi sobie odpowiedzieć na pytanie czego po takim szkoleniu się spodziewa.

Dla kogo to szkolenie?

Mowa oczywiście cały czas o Motoszkole, bo ten ośrodek poznałem niejako od środka – będąc na kursie. Otóż system został tu opracowany czy też podzielony na trzy części (wcześniej były dwie, od tego roku doszedł jeszcze stopień ekspercki). To co się pierwsze rzuca w oczy (przynajmniej w moje się rzuciło) to to, że nacisk kładzie się tu głównie na jazdę szosową czyli poruszanie się w normalnym ruchu drogowym (miasto i poza). O jeździe torowej raczej się nie mówi. Celowo.  Układający program szkoleń wyszedł z założenia, że to właśnie na normalnej drodze statystyczny motocyklista (czy też adresat szkolenia) spędza najwięcej czasu na swoim jednośladzie. W moim przypadku jest to najprawdziwsza prawda i z takim założeniem wybrałem właśnie to, a nie inne szkolenie. Z tego co wiem ośrodek organizuje również dedykowane kursy enduro.

Pierwszy dzień szkolenia, mimo iż technicznie mamy już wiosnę przywitał nas … śniegiem. Nie nastrajało to zbyt optymistycznie i z żalem swojego motóra musiałem pozostawić w garażu. Na szczęście szybko okazało się, że słońce zrobiło swoje. Praktycznie o godzinie 9 ulice były już wolne od białego puchu i suche. Mogło być tylko lepiej.

I etap: kurs bezpieczny

To niejako początek ścieżki szkoleń. Zapoznanie się z podstawowymi zagadnieniami budowy motocykla (ustawienia zawieszenia, efekt żyroskopowy, skręcanie), ale bez wnikania głęboko w szczegóły techniczne. Jeśli ktoś lubi – to już musi we własnym zakresie (i moim zdaniem to dobrze – nie warto od razu na starcie wypełniać sobie pamięci terminami, o których na tym etapie nie ma się zielonego pojęcia). Na początek troszkę teorii, a potem od razu przejście do praktyki – ćwiczenia na placu manewrowym. To o czym jeszcze zapomniałem wspomnieć na początku to fakt, iż cały program kursu bezpiecznego opiera się (a nawet czerpie pełnymi garściami) na modelu szwedzkim i tym jak tam się takie szkolenia przeprowadza. Trzeba przyznać, że Szwedzi mają bardzo rozbudowany system przygotowania przyszłego motocyklisty do (prze)życia na drodze. Na początek: wolna jazda na wprost. Nie. Naprawdę wolna. Prędkości rzędu 2-4 km/h. Jak to osiągnąć zachowując jednocześnie płynność jazdy? Łatwo nie jest, bo mają tu znaczenie trzy elementy: kontrola otwarcia gazu, sprzęgło i tylny hamulec. W skrócie: gaz mamy otwarty, a płynność poruszania się i prędkość „regulujemy” jazdą na tzw. półsprzęgle z jednocześnie wciśniętym (nie za mocno) tylnym hamulcem. Po co to wszystko? A no po to by uniknąć luzów w układzie napędowym (głównie na łańcuchu, ale dla wału jest podobnie) i tym samym wyeliminować niepożądane zjawisko „szarpania” motocyklem na niskich biegach (i prędkościach). Taką jazdę ćwiczyliśmy przez cały pierwszy dzień szkolenia w różnych manewrach na placu. Była jazda popularnym slalomem, było zawracanie na wąskim odcinku drogi (tzw. „garaż”), był też „zygzak”, czyli przejeżdżanie „eską” przez dość ciasno rozstawione bramki. W życiu chyba tyle razy się nie podpierałem nogą co w ciągu tego jednego dnia szkolenia :) Co jeszcze z ciekawszych rzeczy pierwszego dnia? Upadki. Jak prawidłowo się na motocyklu przewrócić aby nie uwięzić pod nim nogi, mowa o przewrotkach przy niewielkich prędkościach (tzw. „gleby parkingowe”). Dodatkowo, jak potem podnieść motocykl. Ja dalej jestem zdania, że lepiej robi się to tyłem :) Na szczęście motocykle szkoły, na których odbywaliśmy szkolenie to były lekkie enduraki, więc z dźwiganiem nikt nie miał kłopotów.

Drugiego dnia zajęliśmy się tematem zakrętów, dynamicznego pokonywania slalomu (ze świadomością tego co dzieje się w tym czasie z przednim zawieszeniem – fajnie widać jego rozprężanie i potem kompresję przy zmianie kierunku), a także przypomnieliśmy sobie (przynajmniej niektórzy) jak zatrzymać się i ruszyć z miejsca bez podpierania się przy tym nogami. Osobiście tego dnia „zabił” mnie tzw. „cyrkiel”, czy też patrząc z góry „balon”. Otóż został wytyczony okrąg (dość mały) z jednym wąskim wlotem, przez który wjeżdżało się do środka. Wewnątrz należało zrobić sobie dwa kółeczka (wolna jazda manewrowa) i wyjechać na zewnątrz. Proste? Niby proste, ale jakoś ciągle podpierałem się nogą :) Jeszcze ciekawiej zrobiło się wtedy kiedy do środka wjechały dwie, a potem trzy maszyny jednocześnie. To ćwiczenie wyszło mi najsłabiej pokazując gdzie powinienem mocniej nad sobą popracować. Następnie potrenowaliśmy sobie hamowanie awaryjne, a potem połączyliśmy to z hamowaniem i jednoczesnym ominięciem przeszkody (to, z której strony należało przeszkodę ominąć w ostatniej chwili pokazywał instruktor). Tu już poszło mi nieco lepiej, a nawet okazało się (bo ostatecznie to ćwiczenie odbyło się z pomiarem czasu), że uzyskałem najlepszy wynik :) Pojawiły się jednak pewne wątpliwości, bo chronometr nie był certyfikowany ;)

Na koniec drugiego i ostatniego dnia kursu zebraliśmy wszystkie te manewry do kupy i każdy próbował swych sił w jeździe kombinowanej. Zaczynało się od „zygzaka” (czyli przejazd ostrym slalomem przez brameczki), potem slalom klasyczny, na końcu którego należało zahamować do zatrzymania i ruszyć nie podpierając się przy tym nogami, a na koniec zawrotka na wąskim odcinku drogi (tzw. „garaż”). Nie brzmi jakoś szczególnie strasznie natomiast trochę problemów każdemu sprawiało przejechanie całości bezbłędnie :)

Podsumowanie

Kurs bezpieczny: 26,27.03.2011Myślę, że piszę to nie tylko w swoim imieniu, ale i innych kursantów – szkolenie bardzo pomocne i polecałbym każdemu kto niedawno zaczął swoją przygodę z motocyklami, ale także wszystkim tym, którym wydaje się, że jeżdżą naprawdę dobrze i mają za sobą dziesiątki tysięcy przejechanych kilometrów. W ramach przypomnienia i dobrego rozpoczęcia nowego sezonu – jak znalazł. Dobór motocykli enduro na kurs również uważam za trafiony – lekkie i bardzo zwrotne maszyny o dużym skoku zawieszenia pozwoliły lepiej zobaczyć co dzieje się z motocyklem w czasie przeprowadzanych ćwiczeń. Łatwiej je było także podnosić z ziemi jak coś poszło źle :)

Jak już wspomniałem kurs i jego program nastawiony raczej na szlifowanie formy w normalnej jeździe szosowej, więc jak ktoś szuka emocji raczej na torze to powinien wybrać się np. do Pro-motora (link w prawej kolumnie, dział „Nauka Jazdy”). Bardzo fajne i potrzebne uzupełnienie po zdanym egzaminie na prawko. Ja bym to zrobił obowiązkowe :) Co pozostało? Na pewno niedosyt. Chciałoby się więcej, choć też muszę przyznać po tych dwu dniach na placu czułem się nieco zmęczony. Teraz kiedy człowiek wie już co i jak (a o pewnych rzeczach sobie przypomniał), może ćwiczyć dalej sam.

Z niecierpliwością czekam już na drugi poziom (kurs techniczny, zapisałem się na termin czerwcowy), kiedy będzie można sprawdzić się na drodze, w normalnym ruchu pojeździć trochę po zakrętach, a słyszałem że miejsce ćwiczeń naprawdę malownicze (południe Polski przy granicy ze Słowacją).

P.S. Na stronie Motoszkoły mają pojawić się jakieś zdjęcia z naszego kursu, nie omieszkam podrzucić linka :)

UPDATE: To było szybkie, już są ->  http://motoszkola.pl/pliki/galeria_bez.html

Wystawa motocykli: 4-6.03.2011

// Marzec 6th, 2011 // No Comments » // Motocykle, skutery, Wydarzenia

III Wystawa Motocykli - bilet wstępu

Po raz trzeci w Warszawie przy ul. Marsa 56 odbyła się wystawa motocykli i skuterów organizowana przez agencję Motoroni. Ku chwale ojczyzny i dla dobra ogółu postanowiłem, że jednak pojawię się tam („zeszłą razą” obiecywałem sobie, że nigdy więcej), pooglądam i napiszę parę słów na temat tego co zobaczyłem.

Albo nie. Najpierw czego nie widziałem. Otóż zabrakło stoiska Kawasaki, i to drugi rok z rzędu. To dość dziwne zważywszy na to, że pół hali ziało pustką. Z jedną rzeczą jeszcze się przeliczyłem. Założyłem błędnie, że w niedzielę rano będzie względnie spokojnie. Nie było. Tłumy ludzi, każdy oczywiście chciał dotknąć, usiąść i zrobić sobie zdjęcie. I nie mówię tylko o jednośladach, bo jak wiadomo na tego typu imprezach można się natknąć na atrakcyjne hostessy, które skutecznie odciągają wzrok od lśniących chromem maszyn. Jedną taką panią udało mi się nawet wprawić w osłupienie kiedy poprosiłem ją o to by zeszła łaskawie z kanapy, bo chciałem zrobić motocyklowi zdjęcie :)

Zabrakło mi również oferty Harleya. W zeszłym roku jakkolwiek bardzo skromnie – jakiś akcent był. W tym roku absolutnie nic. Czyżby u Amerykanów było rzeczywiście tak źle? Niedawno można było przeczytać o planach przeniesienia części produkcji do Indii – jeśli faktycznie to się stanie, będzie to historyczna chwila w dziejach giganta z Milwaukee.

Czy ktoś z Was spodziewałby się, że na takiej imprezie pojawią się babcie z wnukami? Nie? A były. Całe rodziny. Sprawiały raczej wrażenie jakby właśnie spadły z Księżyca prosto w sam środek hali wystawienniczej, ale co tam. Koloryt był. A bilety wcale nie takie tanie: 25 od głowy + 5 zeta za godzinę parkingu. Społeczeństwo nam się bogaci. I dobrze.

Przy samym wejściu podobnie jak w zeszłym roku rozstawiło się BMW. Co nowego w ofercie? Po oszałamiającym sukcesie S1000RR BMW kontynuuje swój marsz po zwycięstwo wystawiając w tym roku do walki turystyczny krążownik K1600GTL, pierwszy na świecie seryjnie produkowany motocykl z adaptacyjnym oświetleniem przednim (doświetlanie zakrętów). 6 cylindrowy, rzędowy silnik ma zapewniać płynność i elastyczność w trasie, a bogate wyposażenie rodem z amerykańskich lotniskowców (ale tu w cyfrowym wydaniu) ma umilić połykane kilometry. Jak widzimy na zdjęciach udało się złapać samego pana dyrektora BMW Motorrad Polska w pracy. Podwójny sukces, bo to przecież niedziela :) Nieco w cieniu swojego dużego brata na rynku w segmencie enduro (a raczej „asfalduro”, bo gdzie tym po bezdrożach jeździć …) debiutuje GS G650. Poza tym w ofercie sprawdzone już pozycje, że wspomnę choćby K1300R/S czy R1200R. Ceny również trzymają się mocno na stałym, nieniskim poziomie, ale tak ma być, bo oferta jest kierowana do ludzi z kasą.

BMW Motorrad PolskaBMW R1200RBMW K1600GTBMW G650 GSBMW G650 GSBMW K1600GTBMW K1600GTBMW K1600GTRobert Domański przy BMW K1600GTLBMW K1600GTLBMW K1600GTRobert Domański przy BMW K1600GTLBMW R1200RBMW K1300S

Co tam dalej. Triumph? Czemu nie. Chętnie w tym roku przejadę się testowo na Tigerze, bo chciałbym mieć porównanie z BMW F800GS. Wiadomo, że ze względu na wyrównaną stawkę kupuje się teraz głównie oczami, a Tiger co tu dużo gadać może się podobać. Agresywny wygląd obiecuje wiele, ale życie na pewno to zweryfikuje o czym nie omieszkam napisać paru słów przy stosownej okazji. Miałem o tym nie wspominać, ale z góry było wiadomo, że napiszę :) Bardzo przypadł mi do gustu Thunderbird w wersji burzowej czyli Storm. Cóż, latka lecą … i wkrótce będę się pewnie rozglądał za jakąś kanapą na kółkach.

Stanowisko TriumphaTriumph Tiger 800Triumph Tiger 800Triumph ThruxtonTriumph ScramblerTriumph Speed TripleTriumph Thunderbird Storm

Następny przystanek: Ducati. Do tej pory byłem zdania, że motocykl, który prezentuje się wizualnie z każdej strony dobrze – nie istnieje. Bo to albo z boku jakiś profil przeszkadza, albo wydech przypomina puszkę po konserwach, czy zegary nie takie. Muszę chyba ten pogląd teraz zweryfikować, bo na polskim rynku w tym roku debiutuje (na razie nad wyraz skromnie) – Diavel. W moim odczuciu maszyna wygląda znakomicie z każdej strony. Z opinii jakie do mnie docierają wnioskuję, że równie dobrze jeździ. Zobaczymy już za kilka tygodni kiedy będzie można wybrać się na jazdę próbną. Aha, tym razem zabrakło mi śmiałości by poprosić panią o zejście z motocykla. Wszystkich czytelników gorąco przepraszam za tę niedogodność :) Wypada mi jeszcze odnotować inną maszynę z włoskiej stajni – Multistradę. O niej również słyszałem wiele dobrego, jest to jak twierdzi producent motocykl łączący w sobie najlepsze cechy enduro, turystyka i quasi sporta – co raczej wydaje się nieprawdopodobne, ale z recenzji wynika, że jest coś na rzeczy. To również sprawdzimy w tym sezonie.

Ducati 848 EvoDucati Diavel - ładny nawet z tyłu :)Ducati 1198Ducati HypermotardDucati MultistradaDucati MultistradaDucati Multistrada

Bardzo solidne stoisko przygotowało Suzuki (w bonusie dostajemy stanowisko GrandysDuo, gdzie można było kupić ciuchy prosto z Japonii: na metkach ceny w jenach). Ja z zaciekawieniem będę obserwował walkę w krainie 800, gdzie jak wiemy temperatura stale rośnie. Jest więc GSR750, jest dobrze nam tu znany Fazer 8 (Yamaha w ukryciu testuje FZ8R o czym pisałem wcześniej) i wreszcie Kawasaki Z750R. Co łączy te maszyny? Na pewno litera „R” i ambicje żeby w segmencie sprzedawać się najlepiej.

Suzuki GSXR1000Suzuki GSR750Suzuki GSR750Oferta SuzukiIII Wystawa Motocykli w WarszawieMaszyny z teamu GrandysDuoMaszyny z teamu GrandysDuo

Nie gorzej zaprezentowała się Yamaha, chociaż z niezrozumiałych dla mnie przyczyn zabrakło rozebranego Fazera, była tylko „eSka”. I tak zresztą nikt nie zwrócił na to uwagi, bo wszyscy cykali sobie foty przy R1 i V maksie. To jest to co Polaka podnieca teraz najbardziej. W segmencie budżetowym sądzę, że bardzo dobrze wypadnie seria XJ. Motocykl oferowany jest obecnie aż w 3 wersjach „nadwoziowych”: golas, z półowiewką i w wersji F (full) całkowicie osłonięty. Ciekawy jestem wyników sprzedaży na koniec roku. Przy okazji zrobiłem też przymiarkę do skutera – X-MAX 250. Muszę kiedyś czymś takim się przejechać. Wszyscy zachwalają, że na miasto taki skuter to najlepsze rozwiązanie.

Stanowisko YamahyFazer 8Fazer 8VmaxVmaxVmaxYamahaTenere z Orlen TourTenere z Orlen TourYamaha R125Yamaha R125R1Yamaha

No to Honda. Osobiście najbardziej zainteresowany byłem nową CBR-ką. Ktoś poszedł po rozum do głowy i zaoferował 250-kę za 16 tysięcy złotych. To znośna cena za taki model i osiągi. Wreszcie można na poważnie się zastanawiać czy zamiast używanej 500-ki nie kupić nowej ćwiartki. Ciekawe co na to Kawasaki. Czy obniżą cenę najmniejszej Ninjy? Moim zdaniem powinni. Co poza tym u Hondy? No oczywiście VFR-ka z dwusprzęgłową skrzynią biegów, nowy GoldWing i odświeżone Szerszenie. Najciekawsze jednak czekało na zwiedzających w głębi stoiska. Otóż w tym roku w Polsce ma zadebiutować coś co zwie się Gymkhana (wystarczy wpisać w YT, jest tego trochę). W skrócie chodzi o to by przejechać pewien „mocno zakręcony” odcinek po asfalcie w możliwie jak najkrótszym czasie. Znakomite ćwiczenie na opanowanie motocykla. Dodatkowo ma to ten bonus, że niepotrzebny jest do tego profesjonalny tor wyścigowy – takie zawody można przygotować na parkingu pod supermarketem. Ze względu na silny deficyt torów w naszym kraju jest to niewątpliwa zaleta. Zobaczymy jak to się rozwinie – ja w każdym razie chciałbym w czymś takim wziąć udział.

Stanowisko HondyHonda CBR250RHonda CBR250RHonda CBR250RHonda CBR250RGymkhana w PolsceHonda CBR1000Honda CBR1000Honda CBR1000Honda HornetHonda HornetHonda CBR600FHonda CBRHonda FirebladeHonda GoldWingHonda GoldWingHonda TransalpHonda VFR1200

Solidnie zaprezentował się również nasz „chiński” Junak, który z roku na rok poszerza swoją ofertę. Sądząc po zainteresowaniu nie jest to patykiem na wodzie pisane i ma swoje odbicie w realnej sprzedaży na polskim rynku. Cóż, ceny w porównaniu z konkurentami są naprawdę atrakcyjne. Przykładowo wcale nieźle się prezentujący model o wdzięcznej nazwie M16 kosztuje jedynie 13.500.

Junak M16 z koszemJunak M16 z koszemStanowisko JunakaJunak M16

Na stanowisku Rometa mogliśmy już w pełnej krasie podziwiać anonsowany na ubiegłorocznej wystawie model Division. Ciekawe jak to będzie się sprzedawać? Czy będzie można mówić o Joy Division ;) ? W sumie chętnie bym się przejechał, ale jeszcze nie wiem czy w Warszawie któryś z dealerów będzie oferował jazdy testowe na tym modelu.

Romet (Joy?) DivisionRomet

KTM w tym roku zdecydowanie skromniej, tylko oddział KTM Racing się pojawił na wystawie prezentując ubłocone jak się patrzy maszyny.

KTM RacingKTM Racing

Za to równie dobrze jak poprzednio wypadł Zipp ze swoją ofertą. Zipp Tracker, Nitro czy PRO to mocne pozycje w ofercie tego producenta.

Stanowisko Zipp

Oprócz importerów motocykli na wystawie znalazło swoje miejsce szereg innych firm. Nie zabrakło Shoei, gdzie można było dowiedzieć się wszystkiego o właściwym doborze kasku i jego późniejszej pielęgnacji, był również Schuberth (choć skromnie). Była też okazja by rozejrzeć się za czymś na motocyklowy grzbiet: Modeka, Rukka, Halvarssons, Tarbor. Swoje stanowisko miał sklep internetowy moto-akcesoria.pl (w konkursie można było m.in. wygrać kask motocyklowy).

Larsson PolskaHalvarssonsSakwy i kufrymoto-akcesoria.plMoto Paska na stanowisku scigacz.plMoto Paska na stanowisku scigacz.plMoto Paska na stanowisku scigacz.plMV Augusta BrutaleMV AugustaShoeiShoeiShoei

Zaprezentowały się również firmy customowe oferując szereg modyfikacji i dodatków do jednośladów. Ofertę pokazał również serwis trike.pl („wystarczy prawo jazdy kategorii B” – tak się ładnie reklamują w Internecie), ale mnie jakoś trójkołowce nie „jarają”. Traktuję to jako ciekawostkę.

TrajkaTrajka

Nie zabrakło stanowisk z prasą branżową. Na obszernych poduchach Motormanii wylegiwał się Pejser w towarzystwie przedstawiciela Garażu pod Ryżym Koniem – Damiana Śmigielskiego („Motocyklicznie”), Lovtza brylował na salonach portalu Ścigacz.pl a „Świat motocykli” po raz kolejny zachęcał nas do wzięcia udziału w plebiscycie na motocykl roku. Do wygrania tym razem Triumph Tiger.

Motormania z Pejserem w tleMotormania z Pejserem w tle

To z grubsza tyle co udało mi się w tym roku uchwycić na wystawie. Mimo kryzysu w branży i lecących na łeb słupków sprzedażowych (choć ostatnio niby już lepiej) oferta importerów była bogata – każdy mógł wybrać coś dla siebie.

To do zobaczenia na trasie :)

Motocyklista garażowy

// Luty 11th, 2011 // No Comments » // Fazer 8, Motocykle

FZ8 parked at the garage

W oczekiwaniu na nadejście wiosny większość z nas – motocyklistów schodzi do podziemia. Ja po raz kolejny przechodzę stadium „garażowe”. Pewnie to znacie. Mijają krótkie mroźne dni pozbawione słońca, a jeździć się chce. Sporty zimowe są fajne, ale przychodzi taki moment, że chciałoby się już tę porę roku pożegnać i zacząć nowy rozdział. Czyli wyjechać z garażu. Niekoniecznie na sankach. Ci co mają maszyny zaparkowane na parkingach podziemnych (jak ja) są o tyle w lepszej sytuacji, że mogą pojeździć sobie … pod dachem. Osobiście często tej zimy z tego korzystam, do tego stopnia, że przejechane „dystanse” po parkingu zacząłem odmierzać już w kilometrach. Miny sąsiadów, którzy widzą takiego delikwenta kręcącego kółka po garażu – bezcenne. Niewątpliwy plus: można ćwiczyć ósemeczki i zakręty, tym sposobem nie wyjdzie się z wprawy i na wiosnę będzie jak znalazł. Wszystkim tym, którzy mogą – polecam.

126 dni w siodle

// Styczeń 5th, 2011 // No Comments » // Lektura

126 dni na kanapie, T.Gorazdowski

I to nie w byle jakim siodle. Yamaha Tenere 660. I w nie byle jakiej obsadzie: Tomasz Gorazdowski i Michał Gąsiorowski – obaj z radiowej Trójki. Cel? Objechać Świat dookoła. Czy się to im udało? No dziś już nie ma wątpliwości, że tak, ale łatwo nie było. Oj nie było. Bardzo polecam tę lekturę, czyta się wyśmienicie – jak na prawdziwą książkę podróżniczą przystało. Najważniejsze z tego przecież, że Panowie wybrali się w tę trasę na motocyklach i co ciekawe nie mając wcześniej żadnego doświadczenia motocyklowego (ani nawet prawa jazdy!). Można? Można!

Książkę można kupić na przykład tu.

Muszę przyznać, że podobny pomysł chodzi mi po głowie już od dłuższego czasu …, zobaczymy co się z tych luźnych rozważań urodzi :)