Posts Tagged ‘warszawa’

Zabawy z GoPRO

// Kwiecień 4th, 2011 // No Comments » // FZ8, Multimedia

Ostatnio wszedłem w posiadanie kamerki GoPRO HD Hero 960. Bardzo zacny sprzęt, którego największym plusem moim zdaniem jest naprawdę fajny, szerokokątny obiektyw. Druga rzecz to zatrzęsienie przeróżnych akcesoriów (obudowy, uchwyty, montaże …) Ogólnie bardzo polecam. Jak kogoś stać na wersję full HD to pewnie warto (jest niestety prawie dwa razy droższa), docenią ją osoby, które lubią potem swoje wyczyny zobaczyć na dużym ekranie :)

Share

Motoszkoła: kurs BEZPIECZNY

// Marzec 27th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Motocykle

Motoszkoła.pl: motocykliści dla motocyklistów

Jak być może niektórzy z Was kojarzą jakiś czas temu pisałem, że zamierzam wybrać się na szkolenie do Motoszkoły. Ośrodków takich ciągle w naszym kraju jak na lekarstwo, a ludzi, którym się chce to robić (i umieją) jeszcze mniej. Nie wspomnę już o mieszkańcach mniejszych miast, gdzie takich szkół po prostu nie ma i długo jeszcze nie będzie. Niech to jednak nikogo nie zraża przed tym by jednak, mimo przeciwności losu, nie spróbować. W końcu nikt nie obiecywał, że będzie łatwo (jak jest łatwo to nie ma zabawy). W gestii indywidualnej pozostawiam decyzję, którą szkołę wybrać – jak napisałem powyżej. Jest ich w kraju niewiele, więc też niespecjalnie jest w czym wybierać. Zanim jednak się człowiek zdecyduje przede wszystkim musi sobie odpowiedzieć na pytanie czego po takim szkoleniu się spodziewa.

Dla kogo to szkolenie?

Mowa oczywiście cały czas o Motoszkole, bo ten ośrodek poznałem niejako od środka – będąc na kursie. Otóż system został tu opracowany czy też podzielony na trzy części (wcześniej były dwie, od tego roku doszedł jeszcze stopień ekspercki). To co się pierwsze rzuca w oczy (przynajmniej w moje się rzuciło) to to, że nacisk kładzie się tu głównie na jazdę szosową czyli poruszanie się w normalnym ruchu drogowym (miasto i poza). O jeździe torowej raczej się nie mówi. Celowo.  Układający program szkoleń wyszedł z założenia, że to właśnie na normalnej drodze statystyczny motocyklista (czy też adresat szkolenia) spędza najwięcej czasu na swoim jednośladzie. W moim przypadku jest to najprawdziwsza prawda i z takim założeniem wybrałem właśnie to, a nie inne szkolenie. Z tego co wiem ośrodek organizuje również dedykowane kursy enduro.

Pierwszy dzień szkolenia, mimo iż technicznie mamy już wiosnę przywitał nas … śniegiem. Nie nastrajało to zbyt optymistycznie i z żalem swojego motóra musiałem pozostawić w garażu. Na szczęście szybko okazało się, że słońce zrobiło swoje. Praktycznie o godzinie 9 ulice były już wolne od białego puchu i suche. Mogło być tylko lepiej.

I etap: kurs bezpieczny

To niejako początek ścieżki szkoleń. Zapoznanie się z podstawowymi zagadnieniami budowy motocykla (ustawienia zawieszenia, efekt żyroskopowy, skręcanie), ale bez wnikania głęboko w szczegóły techniczne. Jeśli ktoś lubi – to już musi we własnym zakresie (i moim zdaniem to dobrze – nie warto od razu na starcie wypełniać sobie pamięci terminami, o których na tym etapie nie ma się zielonego pojęcia). Na początek troszkę teorii, a potem od razu przejście do praktyki – ćwiczenia na placu manewrowym. To o czym jeszcze zapomniałem wspomnieć na początku to fakt, iż cały program kursu bezpiecznego opiera się (a nawet czerpie pełnymi garściami) na modelu szwedzkim i tym jak tam się takie szkolenia przeprowadza. Trzeba przyznać, że Szwedzi mają bardzo rozbudowany system przygotowania przyszłego motocyklisty do (prze)życia na drodze. Na początek: wolna jazda na wprost. Nie. Naprawdę wolna. Prędkości rzędu 2-4 km/h. Jak to osiągnąć zachowując jednocześnie płynność jazdy? Łatwo nie jest, bo mają tu znaczenie trzy elementy: kontrola otwarcia gazu, sprzęgło i tylny hamulec. W skrócie: gaz mamy otwarty, a płynność poruszania się i prędkość „regulujemy” jazdą na tzw. półsprzęgle z jednocześnie wciśniętym (nie za mocno) tylnym hamulcem. Po co to wszystko? A no po to by uniknąć luzów w układzie napędowym (głównie na łańcuchu, ale dla wału jest podobnie) i tym samym wyeliminować niepożądane zjawisko „szarpania” motocyklem na niskich biegach (i prędkościach). Taką jazdę ćwiczyliśmy przez cały pierwszy dzień szkolenia w różnych manewrach na placu. Była jazda popularnym slalomem, było zawracanie na wąskim odcinku drogi (tzw. „garaż”), był też „zygzak”, czyli przejeżdżanie „eską” przez dość ciasno rozstawione bramki. W życiu chyba tyle razy się nie podpierałem nogą co w ciągu tego jednego dnia szkolenia :) Co jeszcze z ciekawszych rzeczy pierwszego dnia? Upadki. Jak prawidłowo się na motocyklu przewrócić aby nie uwięzić pod nim nogi, mowa o przewrotkach przy niewielkich prędkościach (tzw. „gleby parkingowe”). Dodatkowo, jak potem podnieść motocykl. Ja dalej jestem zdania, że lepiej robi się to tyłem :) Na szczęście motocykle szkoły, na których odbywaliśmy szkolenie to były lekkie enduraki, więc z dźwiganiem nikt nie miał kłopotów.

Drugiego dnia zajęliśmy się tematem zakrętów, dynamicznego pokonywania slalomu (ze świadomością tego co dzieje się w tym czasie z przednim zawieszeniem – fajnie widać jego rozprężanie i potem kompresję przy zmianie kierunku), a także przypomnieliśmy sobie (przynajmniej niektórzy) jak zatrzymać się i ruszyć z miejsca bez podpierania się przy tym nogami. Osobiście tego dnia „zabił” mnie tzw. „cyrkiel”, czy też patrząc z góry „balon”. Otóż został wytyczony okrąg (dość mały) z jednym wąskim wlotem, przez który wjeżdżało się do środka. Wewnątrz należało zrobić sobie dwa kółeczka (wolna jazda manewrowa) i wyjechać na zewnątrz. Proste? Niby proste, ale jakoś ciągle podpierałem się nogą :) Jeszcze ciekawiej zrobiło się wtedy kiedy do środka wjechały dwie, a potem trzy maszyny jednocześnie. To ćwiczenie wyszło mi najsłabiej pokazując gdzie powinienem mocniej nad sobą popracować. Następnie potrenowaliśmy sobie hamowanie awaryjne, a potem połączyliśmy to z hamowaniem i jednoczesnym ominięciem przeszkody (to, z której strony należało przeszkodę ominąć w ostatniej chwili pokazywał instruktor). Tu już poszło mi nieco lepiej, a nawet okazało się (bo ostatecznie to ćwiczenie odbyło się z pomiarem czasu), że uzyskałem najlepszy wynik :) Pojawiły się jednak pewne wątpliwości, bo chronometr nie był certyfikowany ;)

Na koniec drugiego i ostatniego dnia kursu zebraliśmy wszystkie te manewry do kupy i każdy próbował swych sił w jeździe kombinowanej. Zaczynało się od „zygzaka” (czyli przejazd ostrym slalomem przez brameczki), potem slalom klasyczny, na końcu którego należało zahamować do zatrzymania i ruszyć nie podpierając się przy tym nogami, a na koniec zawrotka na wąskim odcinku drogi (tzw. „garaż”). Nie brzmi jakoś szczególnie strasznie natomiast trochę problemów każdemu sprawiało przejechanie całości bezbłędnie :)

Podsumowanie

Kurs bezpieczny: 26,27.03.2011Myślę, że piszę to nie tylko w swoim imieniu, ale i innych kursantów – szkolenie bardzo pomocne i polecałbym każdemu kto niedawno zaczął swoją przygodę z motocyklami, ale także wszystkim tym, którym wydaje się, że jeżdżą naprawdę dobrze i mają za sobą dziesiątki tysięcy przejechanych kilometrów. W ramach przypomnienia i dobrego rozpoczęcia nowego sezonu – jak znalazł. Dobór motocykli enduro na kurs również uważam za trafiony – lekkie i bardzo zwrotne maszyny o dużym skoku zawieszenia pozwoliły lepiej zobaczyć co dzieje się z motocyklem w czasie przeprowadzanych ćwiczeń. Łatwiej je było także podnosić z ziemi jak coś poszło źle :)

Jak już wspomniałem kurs i jego program nastawiony raczej na szlifowanie formy w normalnej jeździe szosowej, więc jak ktoś szuka emocji raczej na torze to powinien wybrać się np. do Pro-motora (link w prawej kolumnie, dział „Nauka Jazdy”). Bardzo fajne i potrzebne uzupełnienie po zdanym egzaminie na prawko. Ja bym to zrobił obowiązkowe :) Co pozostało? Na pewno niedosyt. Chciałoby się więcej, choć też muszę przyznać po tych dwu dniach na placu czułem się nieco zmęczony. Teraz kiedy człowiek wie już co i jak (a o pewnych rzeczach sobie przypomniał), może ćwiczyć dalej sam.

Z niecierpliwością czekam już na drugi poziom (kurs techniczny, zapisałem się na termin czerwcowy), kiedy będzie można sprawdzić się na drodze, w normalnym ruchu pojeździć trochę po zakrętach, a słyszałem że miejsce ćwiczeń naprawdę malownicze (południe Polski przy granicy ze Słowacją).

P.S. Na stronie Motoszkoły mają pojawić się jakieś zdjęcia z naszego kursu, nie omieszkam podrzucić linka :)

UPDATE: To było szybkie, już są ->  http://motoszkola.pl/pliki/galeria_bez.html

Share

Wystawa motocykli: 4-6.03.2011

// Marzec 6th, 2011 // No Comments » // Motocykle, skutery, Wydarzenia

III Wystawa Motocykli - bilet wstępu

Po raz trzeci w Warszawie przy ul. Marsa 56 odbyła się wystawa motocykli i skuterów organizowana przez agencję Motoroni. Ku chwale ojczyzny i dla dobra ogółu postanowiłem, że jednak pojawię się tam („zeszłą razą” obiecywałem sobie, że nigdy więcej), pooglądam i napiszę parę słów na temat tego co zobaczyłem.

Albo nie. Najpierw czego nie widziałem. Otóż zabrakło stoiska Kawasaki, i to drugi rok z rzędu. To dość dziwne zważywszy na to, że pół hali ziało pustką. Z jedną rzeczą jeszcze się przeliczyłem. Założyłem błędnie, że w niedzielę rano będzie względnie spokojnie. Nie było. Tłumy ludzi, każdy oczywiście chciał dotknąć, usiąść i zrobić sobie zdjęcie. I nie mówię tylko o jednośladach, bo jak wiadomo na tego typu imprezach można się natknąć na atrakcyjne hostessy, które skutecznie odciągają wzrok od lśniących chromem maszyn. Jedną taką panią udało mi się nawet wprawić w osłupienie kiedy poprosiłem ją o to by zeszła łaskawie z kanapy, bo chciałem zrobić motocyklowi zdjęcie :)

Zabrakło mi również oferty Harleya. W zeszłym roku jakkolwiek bardzo skromnie – jakiś akcent był. W tym roku absolutnie nic. Czyżby u Amerykanów było rzeczywiście tak źle? Niedawno można było przeczytać o planach przeniesienia części produkcji do Indii – jeśli faktycznie to się stanie, będzie to historyczna chwila w dziejach giganta z Milwaukee.

Czy ktoś z Was spodziewałby się, że na takiej imprezie pojawią się babcie z wnukami? Nie? A były. Całe rodziny. Sprawiały raczej wrażenie jakby właśnie spadły z Księżyca prosto w sam środek hali wystawienniczej, ale co tam. Koloryt był. A bilety wcale nie takie tanie: 25 od głowy + 5 zeta za godzinę parkingu. Społeczeństwo nam się bogaci. I dobrze.

Przy samym wejściu podobnie jak w zeszłym roku rozstawiło się BMW. Co nowego w ofercie? Po oszałamiającym sukcesie S1000RR BMW kontynuuje swój marsz po zwycięstwo wystawiając w tym roku do walki turystyczny krążownik K1600GTL, pierwszy na świecie seryjnie produkowany motocykl z adaptacyjnym oświetleniem przednim (doświetlanie zakrętów). 6 cylindrowy, rzędowy silnik ma zapewniać płynność i elastyczność w trasie, a bogate wyposażenie rodem z amerykańskich lotniskowców (ale tu w cyfrowym wydaniu) ma umilić połykane kilometry. Jak widzimy na zdjęciach udało się złapać samego pana dyrektora BMW Motorrad Polska w pracy. Podwójny sukces, bo to przecież niedziela :) Nieco w cieniu swojego dużego brata na rynku w segmencie enduro (a raczej „asfalduro”, bo gdzie tym po bezdrożach jeździć …) debiutuje GS G650. Poza tym w ofercie sprawdzone już pozycje, że wspomnę choćby K1300R/S czy R1200R. Ceny również trzymają się mocno na stałym, nieniskim poziomie, ale tak ma być, bo oferta jest kierowana do ludzi z kasą.

BMW Motorrad PolskaBMW R1200RBMW K1600GTBMW G650 GSBMW G650 GSBMW K1600GTBMW K1600GTBMW K1600GTRobert Domański przy BMW K1600GTLBMW K1600GTLBMW K1600GTRobert Domański przy BMW K1600GTLBMW R1200RBMW K1300S

Co tam dalej. Triumph? Czemu nie. Chętnie w tym roku przejadę się testowo na Tigerze, bo chciałbym mieć porównanie z BMW F800GS. Wiadomo, że ze względu na wyrównaną stawkę kupuje się teraz głównie oczami, a Tiger co tu dużo gadać może się podobać. Agresywny wygląd obiecuje wiele, ale życie na pewno to zweryfikuje o czym nie omieszkam napisać paru słów przy stosownej okazji. Miałem o tym nie wspominać, ale z góry było wiadomo, że napiszę :) Bardzo przypadł mi do gustu Thunderbird w wersji burzowej czyli Storm. Cóż, latka lecą … i wkrótce będę się pewnie rozglądał za jakąś kanapą na kółkach.

Stanowisko TriumphaTriumph Tiger 800Triumph Tiger 800Triumph ThruxtonTriumph ScramblerTriumph Speed TripleTriumph Thunderbird Storm

Następny przystanek: Ducati. Do tej pory byłem zdania, że motocykl, który prezentuje się wizualnie z każdej strony dobrze – nie istnieje. Bo to albo z boku jakiś profil przeszkadza, albo wydech przypomina puszkę po konserwach, czy zegary nie takie. Muszę chyba ten pogląd teraz zweryfikować, bo na polskim rynku w tym roku debiutuje (na razie nad wyraz skromnie) – Diavel. W moim odczuciu maszyna wygląda znakomicie z każdej strony. Z opinii jakie do mnie docierają wnioskuję, że równie dobrze jeździ. Zobaczymy już za kilka tygodni kiedy będzie można wybrać się na jazdę próbną. Aha, tym razem zabrakło mi śmiałości by poprosić panią o zejście z motocykla. Wszystkich czytelników gorąco przepraszam za tę niedogodność :) Wypada mi jeszcze odnotować inną maszynę z włoskiej stajni – Multistradę. O niej również słyszałem wiele dobrego, jest to jak twierdzi producent motocykl łączący w sobie najlepsze cechy enduro, turystyka i quasi sporta – co raczej wydaje się nieprawdopodobne, ale z recenzji wynika, że jest coś na rzeczy. To również sprawdzimy w tym sezonie.

Ducati 848 EvoDucati Diavel - ładny nawet z tyłu :)Ducati 1198Ducati HypermotardDucati MultistradaDucati MultistradaDucati Multistrada

Bardzo solidne stoisko przygotowało Suzuki (w bonusie dostajemy stanowisko GrandysDuo, gdzie można było kupić ciuchy prosto z Japonii: na metkach ceny w jenach). Ja z zaciekawieniem będę obserwował walkę w krainie 800, gdzie jak wiemy temperatura stale rośnie. Jest więc GSR750, jest dobrze nam tu znany Fazer 8 (Yamaha w ukryciu testuje FZ8R o czym pisałem wcześniej) i wreszcie Kawasaki Z750R. Co łączy te maszyny? Na pewno litera „R” i ambicje żeby w segmencie sprzedawać się najlepiej.

Suzuki GSXR1000Suzuki GSR750Suzuki GSR750Oferta SuzukiIII Wystawa Motocykli w WarszawieMaszyny z teamu GrandysDuoMaszyny z teamu GrandysDuo

Nie gorzej zaprezentowała się Yamaha, chociaż z niezrozumiałych dla mnie przyczyn zabrakło rozebranego Fazera, była tylko „eSka”. I tak zresztą nikt nie zwrócił na to uwagi, bo wszyscy cykali sobie foty przy R1 i V maksie. To jest to co Polaka podnieca teraz najbardziej. W segmencie budżetowym sądzę, że bardzo dobrze wypadnie seria XJ. Motocykl oferowany jest obecnie aż w 3 wersjach „nadwoziowych”: golas, z półowiewką i w wersji F (full) całkowicie osłonięty. Ciekawy jestem wyników sprzedaży na koniec roku. Przy okazji zrobiłem też przymiarkę do skutera – X-MAX 250. Muszę kiedyś czymś takim się przejechać. Wszyscy zachwalają, że na miasto taki skuter to najlepsze rozwiązanie.

Stanowisko YamahyFazer 8Fazer 8VmaxVmaxVmaxYamahaTenere z Orlen TourTenere z Orlen TourYamaha R125Yamaha R125R1Yamaha

No to Honda. Osobiście najbardziej zainteresowany byłem nową CBR-ką. Ktoś poszedł po rozum do głowy i zaoferował 250-kę za 16 tysięcy złotych. To znośna cena za taki model i osiągi. Wreszcie można na poważnie się zastanawiać czy zamiast używanej 500-ki nie kupić nowej ćwiartki. Ciekawe co na to Kawasaki. Czy obniżą cenę najmniejszej Ninjy? Moim zdaniem powinni. Co poza tym u Hondy? No oczywiście VFR-ka z dwusprzęgłową skrzynią biegów, nowy GoldWing i odświeżone Szerszenie. Najciekawsze jednak czekało na zwiedzających w głębi stoiska. Otóż w tym roku w Polsce ma zadebiutować coś co zwie się Gymkhana (wystarczy wpisać w YT, jest tego trochę). W skrócie chodzi o to by przejechać pewien „mocno zakręcony” odcinek po asfalcie w możliwie jak najkrótszym czasie. Znakomite ćwiczenie na opanowanie motocykla. Dodatkowo ma to ten bonus, że niepotrzebny jest do tego profesjonalny tor wyścigowy – takie zawody można przygotować na parkingu pod supermarketem. Ze względu na silny deficyt torów w naszym kraju jest to niewątpliwa zaleta. Zobaczymy jak to się rozwinie – ja w każdym razie chciałbym w czymś takim wziąć udział.

Stanowisko HondyHonda CBR250RHonda CBR250RHonda CBR250RHonda CBR250RGymkhana w PolsceHonda CBR1000Honda CBR1000Honda CBR1000Honda HornetHonda HornetHonda CBR600FHonda CBRHonda FirebladeHonda GoldWingHonda GoldWingHonda TransalpHonda VFR1200

Solidnie zaprezentował się również nasz „chiński” Junak, który z roku na rok poszerza swoją ofertę. Sądząc po zainteresowaniu nie jest to patykiem na wodzie pisane i ma swoje odbicie w realnej sprzedaży na polskim rynku. Cóż, ceny w porównaniu z konkurentami są naprawdę atrakcyjne. Przykładowo wcale nieźle się prezentujący model o wdzięcznej nazwie M16 kosztuje jedynie 13.500.

Junak M16 z koszemJunak M16 z koszemStanowisko JunakaJunak M16

Na stanowisku Rometa mogliśmy już w pełnej krasie podziwiać anonsowany na ubiegłorocznej wystawie model Division. Ciekawe jak to będzie się sprzedawać? Czy będzie można mówić o Joy Division ;) ? W sumie chętnie bym się przejechał, ale jeszcze nie wiem czy w Warszawie któryś z dealerów będzie oferował jazdy testowe na tym modelu.

Romet (Joy?) DivisionRomet

KTM w tym roku zdecydowanie skromniej, tylko oddział KTM Racing się pojawił na wystawie prezentując ubłocone jak się patrzy maszyny.

KTM RacingKTM Racing

Za to równie dobrze jak poprzednio wypadł Zipp ze swoją ofertą. Zipp Tracker, Nitro czy PRO to mocne pozycje w ofercie tego producenta.

Stanowisko Zipp

Oprócz importerów motocykli na wystawie znalazło swoje miejsce szereg innych firm. Nie zabrakło Shoei, gdzie można było dowiedzieć się wszystkiego o właściwym doborze kasku i jego późniejszej pielęgnacji, był również Schuberth (choć skromnie). Była też okazja by rozejrzeć się za czymś na motocyklowy grzbiet: Modeka, Rukka, Halvarssons, Tarbor. Swoje stanowisko miał sklep internetowy moto-akcesoria.pl (w konkursie można było m.in. wygrać kask motocyklowy).

Larsson PolskaHalvarssonsSakwy i kufrymoto-akcesoria.plMoto Paska na stanowisku scigacz.plMoto Paska na stanowisku scigacz.plMoto Paska na stanowisku scigacz.plMV Augusta BrutaleMV AugustaShoeiShoeiShoei

Zaprezentowały się również firmy customowe oferując szereg modyfikacji i dodatków do jednośladów. Ofertę pokazał również serwis trike.pl („wystarczy prawo jazdy kategorii B” – tak się ładnie reklamują w Internecie), ale mnie jakoś trójkołowce nie „jarają”. Traktuję to jako ciekawostkę.

TrajkaTrajka

Nie zabrakło stanowisk z prasą branżową. Na obszernych poduchach Motormanii wylegiwał się Pejser w towarzystwie przedstawiciela Garażu pod Ryżym Koniem – Damiana Śmigielskiego („Motocyklicznie”), Lovtza brylował na salonach portalu Ścigacz.pl a „Świat motocykli” po raz kolejny zachęcał nas do wzięcia udziału w plebiscycie na motocykl roku. Do wygrania tym razem Triumph Tiger.

Motormania z Pejserem w tleMotormania z Pejserem w tle

To z grubsza tyle co udało mi się w tym roku uchwycić na wystawie. Mimo kryzysu w branży i lecących na łeb słupków sprzedażowych (choć ostatnio niby już lepiej) oferta importerów była bogata – każdy mógł wybrać coś dla siebie.

To do zobaczenia na trasie :)

Share

FZ6: ostatni rozdział

// Październik 8th, 2010 // 2 Comments » // Mój fz6

Yamaha FZ6 Fazer po kolizji

I stało się. Mój powypadkowy Fazer poszedł w Polskę. Kupił handlarz, więc należy spodziewać się, że na wiosnę gdzieś „wypłynie”. O uszkodzeniach możesz poczytać tutaj.

Zainteresowanym podaję nr VIN: JYARJ142000014247

Nr silnika: J514E-052007

Share

Honda VFR1200FD: przepraszam, gdzie tu jest sprzęgło?

// Lipiec 5th, 2010 // No Comments » // Jazda próbna

Honda VFR1200FD

Było i nie ma? Ktoś ukradł klamkę? A może to po prostu oszczędności na materiałach? Nic z tego. Sprzęgła jest nawet dwa razy więcej niż w tradycyjnych motocyklach. Jedno steruje włączaniem biegów nieparzystych (1, 3, 5), drugie parzystych (2, 4, 6). Jak na złość producent zabrał też kierowcy dźwignię zmiany biegów. Ich zmianą zajmuje się teraz mały elektryczny silniczek sprytnie ukryty pod deklem silnika.

Sporo tych zmian, a przecież zatwardziały konserwatysta jakim jest każdy kierowca motocykla ;) takich rewolucji nie lubi. Po co zmieniać coś co było dobre i działało?

W dodatku automat? W takim motocyklu? Bez sensu.

Tak sobie właśnie myślałem przed wyjechaniem VFR-ką na ulicę. Ponieważ już coś niecoś czytałem wcześniej w branżowej prasie o DCT (Dual Clutch Transmission – przekładnia z podwójnym sprzęgłem) ustawiłem sobie od razu tryb „S”, czyli sport, jako że przy trybie „D” (drive) biegi zmieniane są już w okolicach 5 krpm – nie muszę chyba tłumaczyć do czego się to nadaje :)

Tryb Sport to zupełnie inna para kaloszy. Komputer sterujący przepustnicą monitoruje w jaki sposób odkręcasz gaz. Jeśli robisz to gwałtownie i zdecydowanie układ sterujący poczeka dłużej ze zmianą biegów (nawet w okolice czerwonego pola). Wrażenia z jazdy są rzeczywiście zbliżone do sportowych. Natomiast jeśli będziesz obchodził się z prawą manetką ostrożnie komputer „uzna”, że kierowca nie szuka wrażeń ekstremalnych i biegi będą zmieniane przy niższych wartościach obrotów (średnio w okolicach 7 krpm).

Honda VFR1200FDHonda VFR1200FD

W każdej chwili podczas jazdy możesz zdecydować przejść na tryb sterowania ręcznego. Pod lewym palcem wskazującym masz łopatkę do zmiany przełożeń w górę, pod kciukiem zaś do redukcji. System rzecz jasna jest idioto-odporny  i nie pozwoli zrobić ci głupoty w stylu, że jadąc na szóstym biegu będziesz nagle chciał szybko zredukować do jedynki. To się nie uda. Podobnie jeśli w trybie manualnym zapomnisz zrzucić biegi przed zatrzymaniem komputer zrobi to za ciebie. Prawda, że wygodne?

Ponieważ konstrukcja tej przekładni uniemożliwia pozostawienie motocykla zaparkowanego na biegu (komputer po wyłączeniu silnika ustawia bieg jałowy) maszyna została wyposażona w hamulec ręczny znajdujący się przy lewej manetce. Wystarczy tę dźwignię zaciągnąć by zacisnąć szczęki na tylnej tarczy. Zwolnienie hamulca następuje po wciśnięciu przycisku i zwolnieniu dźwigni. W razie gdybyśmy przed ruszeniem zapomnieli tego zrobić ostrzeże nas o tym odpowiednia kontrolka paląca się na czerwono.

Muszę przyznać, że Honda pozytywnie mnie zaskoczyła tym systemem. Sądziłem, że to będzie niewypał. Ot, taki gadżet. Bardziej ciekawostka niż coś naprawdę użytecznego. Tymczasem patent jest naprawdę wygodny i jego obsługa nie sprawia żadnych problemów. Przesiadka z tradycyjnej, manualnej skrzyni odbywa się bezboleśnie (i w drugą stronę też bez niespodzianek). Jasne, przez kilka pierwszych minut palce lewej ręki niespokojnie poszukiwały klamki sprzęgła, również moja lewa stopa (sic!) była niemniej zaskoczona – jednak nie ma z tym żadnego dyskomfortu.

Działa to fajnie, jeździ się całkiem przyjemnie i wygodnie. Można w zasadzie skupić się wyłącznie na wrażeniach z jazdy obsługę biegów pozostawiając maszynie. Jestem ciekaw jaka będzie odpowiedź konkurencji, bo coś mam wrażenie, że Honda może w segmencie dużych turystyków nieco namieszać.

Share

Nowy sklep w stolicy

// Kwiecień 29th, 2010 // No Comments » // Wydarzenia

moto-akcesoria.pl6 maja w podwarszawskim Raszynie Moto-akcesoria.pl otwiera kolejny sklep swojej sieci. To cieszy, bo ofertę mają chłopaki szeroką (nie jest problemem ściągnąć coś czego akurat nie ma na zamówienie indywidualne) i jako jedyni w Warszawie są przez cały rok otwarci 7 dni w tygodniu. Czasem przydaje się to w razie weekendowej „awarii”. Osoby z centrum i południowej części stolicy będą teraz miały do nich bliżej, oddział w Markach nie wszystkim zapewne był po drodze.

Więcej szczegółów: http://www.moto-akcesoria.pl/sklep_warszawa_raszyn.php

Share

Motoserce już w ten weekend w Twoim mieście

// Kwiecień 7th, 2010 // No Comments » // Wydarzenia

Już w ten weekend, 10. kwietnia finał akcji „Motoserce 2010″. W Warszawie w parku bródnowskim (będzie m.in. pokaz motocyklowego stuntu) ale też w 67 innych miastach w całym kraju. Szczegóły na stronie http://www.motoserce.pl/

Share

Wiosna, panie motocyklisto!

// Marzec 22nd, 2010 // No Comments » // Motocykle, Wydarzenia

Warszawski Ośrodek Ruchu DrogowegoSpokojnie, o paniach też nie zapominam :)

Stało się. Oficjalnie jest wiosna i nie ma przebacz. Nie będzie już wymówki, że za zimno, że śnieg, że ślisko. Trzeba wsiadać i jeździć. Pewnie jeszcze nie raz i nie dwa popada – co do tego nie ma wątpliwości – takie uroki tej pory roku. Jednak, mam taką nadzieję, z mrozami w ciągu dnia pożegnaliśmy się już definitywnie, a miniony weekend pokazał nam przedsmak tego co nas w nadchodzących miesiącach czeka. Szkoły jazdy odkurzają i przygotowują swoje place manewrowe, kursanci nerwowo krążą wokół maszyn ze znaczkiem „L” w oczekiwaniu na swą pierwszą jazdę i nawet WORD ogłosił już na swojej stronie, że z dniem dzisiejszym, tj. 22. marca wznawia egzaminy praktyczne na kategorię A.

Sami widzicie, zwlekać już dłużej po prostu nie wypada :)

Share

FZ6: weekend w siodle

// Luty 28th, 2010 // No Comments » // Mój fz6

FZ6: weekend w siodle

FZ6: weekend w siodle

W weekend (zwłaszcza w niedzielę) pogoda dopisała. Nie wiem jak wy, ale ja wyraźnie czuję wiosnę w powietrzu. Śnieg powoli zaczyna być wspomnieniem (no dobra, dzisiaj na takie „wspomnienie” najechałem jeszcze na drodze), temperatury nie powodują już, że człowiek wygląda na twarzy jak rodowity Indianin (albo jakby trzymał twarz przez parę minut nad włączoną kuchenką gazową) i zamiast dwunastu warstw można włożyć na siebie już „tylko” cztery.

Fajnie? Pewnie, że fajnie! Dajcie już spokój z tą zimą :)

Dziś też przełamałem swoje „straszki” i postanowiłem wykąpać motóra na myjni ręcznej. Do tej pory praktycznie w grę wchodziło tylko wiaderko z wodą, gąbka, jakiś sprej do plastików i pielucha z tetry. Czyszczenie sprzętu z piasku i błota zajmowało mi jakąś godzinę i przyznam, że nie jest to moje ulubione zajęcie. Wiem, po co czyścić – samo odpadnie :) No ale co zrobić, jestem powiedzmy umiarkowanym estetą. Poza tym wnerwiała mnie upaćkana przednia szyba i lusterka, że nie wspomnę o zasyfionym maksymalnie tylnym kole i błotniku. Pistoletu z wodą pod ciśnieniem bać się nie należy, natomiast warto sobie przyswoić jak go bezpiecznie używać kierując strumień wody na naszego rumaka:

  • przede wszystkim na wrażliwe elementy takie jak:
    • manetki, zegary, przestrzeń pod bakiem (gdzie zwykle znajduje się akumulator), piasty kół, łańcuch, nie pryskaj z bliska!
  • nie myj motocykla z rozgrzanym silnikiem (odczekaj parę minut), najlepsza opcja to myjnia gdzieś w pobliżu miejsca gdzie na stałe parkujesz sprzęta (silnik nie zdąży się rozgrzać w trasie)
  • kieruj strumień wody z góry, nie od dołu (woda może się w ten sposób dostać w miejsca gdzie normalnie się nie dostaje w codziennym użytkowaniu np. w deszczu i uszkodzić jakieś elektryczne złącza, które nie są chronione od spodu)

Piętnaście minut zabawy, potem jeszcze tylko wytrzeć tu i ówdzie nadmiar wody i gotowe. Machina lśni jakby właśnie wyjechała z salonu :)

I co najważniejsze niczego nie popsułem. Żaden czujnik nie zwariował, wszystkie kontrolki zadziałały jak trzeba. Motór odpalił po kąpieli bez sprzeciwów :)

Koszt: 7 PLN.

Share

Honda VFR1200F: skrzydełko czy nóżka?

// Luty 27th, 2010 // No Comments » // Motocykle

Honda VFR 1200F

Honda VFR 1200F

Właśnie skończyły się pierwsze „dni otwarte”, w jakich miałem okazję uczestniczyć w tym roku. W warszawskim salonie Motorista, w dniach 26,27. luty można było zapoznać się z nowościami na sezon 2010, więc wszyscy ci, którym nie było dane znaleźć się na wystawie motocykli w zeszłym tygodniu mieli teraz okazję w znacznie mniej dynamicznych warunkach obejrzeć i przymierzyć się do machin ze skrzydełkiem na baku.

Skupię się na modelu, który osobiście mnie najbardziej zainteresował, nowej VFR-ce. Smukła jak na tę pojemność sylwetka i zespolone z bakiem, ściśle spasowane owiewki mogą się podobać. Z przodu, po obu bokach zespolonej lampy poprowadzono dwa kanały powietrzne. Po przymiarce mogę powiedzieć, że maszyna sprawia wrażenie ociężałej. Po ruszeniu podobno to wrażenie natychmiast znika – będę się mógł o tym przekonać w czerwcu kiedy motocykl, po testach dziennikarzy, stanie się dostępny dla klientów.

Mocowanie bocznych kufrów rozwiązano w systemie „click”, który sprawia wrażenie solidnego. Sprzedawca zapewniał mnie, że kufer nie ma prawa z takiego zaczepu spaść podczas jazdy nawet po najgorszych nierównościach. Kufry wyposażone w rączki, po odpięciu mogą „udawać” małe, plastikowe walizeczki. Co więcej, w takim pojemniku bez trudu mieści się pełnowymiarowy kask. Minus? No cóż, tak jak w BMW kufry tylko „made by Honda”. Żadne inne nie będą pasować.

Moje największe zaciekawienie koncentruje się na tzw. „automatycznym” sprzęgle. Tak naprawdę są to dwa sprzęgła sterowane mikroprocesorem. Jedno sprzęgło obsługuje biegi nieparzyste, drugie parzyste co oznacza, że przez cały czas mamy w motocyklu załączone dwa biegi. Ruszając mamy włączony bieg 1 oraz 2, co oznacza, że po osiągnięciu odpowiedniej wartości obrotów nastąpi przełączanie na drugie sprzęgło już bez udziału motocyklisty. Jednocześnie sprzęgło, na którym mieliśmy włączony pierwszy bieg zapina trójkę i proces się powtarza. Działa to oczywiście również w drugą stronę, przy redukcji biegów. Proste? :) Można wybrać sobie „tryb manualny”, który pozwala na zmianę przełożeń za pomocą dwóch guzików znajdujących się przy lewej rączce kierownicy (na wzór „łopatek” z Formuły 1).

Tak to wygląda:

W ciekawy sposób Honda rozwiązała też sposób przeniesienia napędu w nowej VFR-ce. Na pierwszy rzut oka to po prostu wał Kardana. Jest to w zasadzie prawda, ale nie do końca i o te „nie do końca” tutaj właśnie chodzi. Honda twierdzi, że dzięki zastosowaniu przekładek kompensujących na wale został zminimalizowany tzw. efekt unoszący (ang. „chain pull effect”, dotyczy także motocykli napędzanych wałem), który może powodować destabilizację toru jazdy. I znów, przyjdzie się o tym przekonać dopiero wtedy kiedy w salonach znajdą się maszyny testowe.

Skrzydełko czy nóżka? Na razie skrzydełko, a o nóżce przekonamy się na początku lata :)

Share