Archive for Mój fz6

FZ6: ostatni rozdział

// Październik 8th, 2010 // 2 Comments » // Mój fz6

Yamaha FZ6 Fazer po kolizji

I stało się. Mój powypadkowy Fazer poszedł w Polskę. Kupił handlarz, więc należy spodziewać się, że na wiosnę gdzieś „wypłynie”. O uszkodzeniach możesz poczytać tutaj.

Zainteresowanym podaję nr VIN: JYARJ142000014247

Nr silnika: J514E-052007

Przygoda na Wiśniowej czyli nic śmiesznego

// Wrzesień 19th, 2010 // 7 Comments » // Mój fz6

Yamaha FZ6 Fazer po kolizji

Człowiek zawsze sobie myśli, że takie rzeczy przytrafiają się tylko innym, że jego to nie dotyczy. Ogląda to w telewizji, czyta newsy w Internecie, czasem usłyszy w radiu. Rzadziej dotknie to kogoś ze znajomych lub rodziny.

Cóż, teraz przytrafiło się i mnie. Nazywam to „przygodą”, bo na szczęście nikomu nic się nie stało. Straty odnotowano tylko w sprzęcie co możecie zobaczyć na załączonych zdjęciach.

Niemniej stało się jak stało, w miejscu mocowania crashpada pękła rama, ale po kolei.

Pogoda tego popołudnia była dobra, około +18 stopni, niebo czyste, warunki na drodze dobre. Jak zwykle w tygodniu wracałem o tej porze z pracy do domu i ze względu na to, że Al.Niepodległości w Warszawie są obecnie w remoncie podobnie jak uprzednio zdecydowałem się pojechać objazdem ulicą Wiśniową do Batorego i potem już do ronda Jazdy Polskiej by z niego wjechać na trasę łazienkowską.

Trasa znana, jeździłem nią już kilkanaście razy, wydawało mi się, że poznałem na tym odcinku wszystkie niebezpieczeństwa jakie potencjalnie mogą mnie spotkać. Właśnie. Wydawało mi się. „Atak” przyszedł z najmniej spodziewanej strony a mianowicie z … wyjazdu z parkingu pod Komendą Główną Policji znajdującej się przy wspomnianej Wiśniowej. Ze sznura pojazdów stojących w korku w stronę ulicy Batorego, który niespiesznie wyprzedzałem z lewej strony wychynął niespodziewanie samochód chcący skręcić w lewo. Zobaczyliśmy się wzajemnie w ostatniej chwili, na jakąkolwiek reakcję poza rozpaczliwym wciśnięciem hamulca nie pozostało już w zasadzie czasu. Poszliśmy jak to się mówi „na czołówkę”, na szczęście obaj mieliśmy w tamtej chwili na swoich licznikach prędkości raczej mizerne. On z racji tego, że właśnie włączał się do ruchu, ja bo manewr wyprzedzania w tym miejscu należy wykonywać szczególnie ostrożnie (ulica dwukierunkowa, ale wąska) i jadę tam zwykle nie więcej niż 40-50km/h. To mnie zapewne uchroniło przed większą katastrofą. To i zbroja oczywiście, choć co ciekawe oglądając potem wierzchnie ubranie nie znalazłem bodaj jednej rysy. Kask właściwie też nie ucierpiał po kontakcie z asfaltem. Dziwne, ale prawdziwe.

To co dla ludzi skończyło się niegroźnie niestety okazało się końcem mojego Fazera. Pęknięta w miejscu mocowania crashpada rama wydała wyrok na opłacalność jakichkolwiek napraw motocykla. Rzeczoznawca przysłany z ubezpieczalni tylko to potwierdził, także czekam teraz na wypłatę odszkodowania.

Yamaha FZ6 Fazer po kolizjiYamaha FZ6 Fazer po kolizjiYamaha FZ6 Fazer po kolizjiYamaha FZ6 Fazer po kolizjiYamaha FZ6 Fazer po kolizji

Pikanterii tej „przygodzie” dodaje fakt, że za kierownicą auta siedział … wysokiej rangi funkcjonariusz policji, który właśnie po skończonej pracy wyjeżdżał z parkingu kierując się do domu. Wezwana na miejsce zdarzenia drogówka po zbadaniu sprawy orzekła jego winę („włączając się do ruchu nie zachował należytej ostrożności). Człowiek na miejscu został ukarany mandatem i punktami karnymi.

Poniżej ogólny plan zdarzenia. Czerwoną kropką zaznaczyłem miejsce kolizji, biała strzałka reprezentuje tor jazdy samochodu. Ja poruszałem się w stronę ulicy Batorego.

Miejsce kolizji na ulicy Wiśniowej w Warszawie

Jak widać tym samym dołączam do grona osób „tych, którzy już leżeli”, choć wolałbym jeśli już by stało się to w innych okolicznościach przyrody.

Uważajcie na siebie i pamiętajcie o stroju ochronnym – to jedyna karoseria, która Was chroni w czasie upadku.

Żeby jednak nie kończyć zbyt pesymistycznie: historia znajduje swój szczęśliwy koniec w zakupie nowej maszyny. Będzie to …, ale o tym już w następnym odcinku ;)

Lepiej dwa koła mieć niż w aucie tkwić jak śledź :)

// Sierpień 15th, 2010 // No Comments » // Mój fz6

Dedykuję wszystkim, którzy mają jeszcze wątpliwości czym szybciej dojadą w godzinach szczytu do pracy czy szkoły.

Gazeta Wyborcza nawołuje do przesiadki na rowery a ja dodaję jeszcze do tego motocykle i skutery. Niestety ulice w miastach z gumy nie są i prędzej czy później osiągną swoją masę krytyczną (o ile już to nie nastąpiło), dlatego lepiej być przygotowanym niż obudzić się z ręką w nocniku :)

Poza tym to sama radość, czyż nie?

10.000km później

// Czerwiec 2nd, 2010 // No Comments » // bezpieczeństwo, Mój fz6

Dziś mija dokładnie rok od momentu kiedy zdałem egzamin na kategorię A. Tydzień potem odbierałem plastik od urzędnika w okienku.

29. czerwca ub.r. wyjeżdżałem z salonu świeżo zakupioną FZ6 i pamiętam, że ledwo zdążyłem schować się w garażu przed goniącą mnie cały czas ulewą.

A dziś? Dziś mogę napisać, że jestem już trochę doświadczony :) Nauczyłem się jak kłaść kask na motocyklu tak by nie spadł wprost na ulicę pod nadjeżdżający samochód, wiem też że podczas ruszania warto sprawdzić czy aby na pewno blokada tarczy została zdjęta. Przy tej okazji też opanowałem technikę podnoszenia motocykla po upadku.

Nie sztywnieję już cały kiedy wjeżdżam w zakręt, ani nie ściskam kurczowo manetek. Nauczyłem się płynnego poruszania na małych prędkościach w korku pomiędzy autami. To są drobne rzeczy, ale przecież ważne, bo pozwalają skupić się wyłącznie na jeździe. Nie mam potrzeby zerkania na zegary, obserwując otoczenie jestem mniej więcej w stanie stwierdzić jak szybko jadę. Manualne ogarnięcie zmiany biegów z międzygazem, hamowanie – też już nie stanowi większego problemu. Czas teraz podszkolić technikę i sprawdzić co robię źle. Od przyszłego tygodnia zaczynam kurs doszkalający, który mam zamiar szczegółowo tu omówić. Już teraz zapraszam do lektury.

Rok temu na placu manewrowym

// Marzec 21st, 2010 // No Comments » // Mój fz6, Motocykle

Mniej więcej rok temu, w sumie po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu, dosiadłem motocykla. Honda CB250. Było chłodno (zdecydowanie zimniej niż w ten weekend gdzie temperatura miejscami dochodziła do 19 stopni powyżej zera) i razem z kolegą, który też właśnie rozpoczynał swoją przygodę z jednośladami marzyliśmy tylko o tym aby instruktor skończył już omawianie budowy pojazdu i pozwolił nam odpalić silniki by ruszyć na „rajd” po placu manewrowym. Ta chwila w końcu nadeszła, nie jestem specjalnie jakoś z niej dumny (wspomniany instruktor wie dlaczego, zapewne zresztą zdążył już o tym zapomnieć – pewnie miał do czynienia ze „zdolniejszymi” ode mnie), ale to był właśnie ten dzień kiedy oficjalnie dopadło mnie szaleństwo dwóch kółek. Wiedziałem już, że zakup własnego jednośladu to tylko formalność i z niecierpliwością odliczałem dni do końca kursu, potem do egzaminu i wreszcie do odbioru plastikowego kartonika.

Jako, że zacząłem kurs w lutym ubiegłego roku a zakończyłem dopiero na początku czerwca sezon jeździecki jakim dysponowałem skrócił się niemal o połowę. Po odebraniu prawa jazdy postanowiłem nie marnotrawić już więcej czasu, wiedziałem już konkretnie jaki motocykl chciałbym mieć, pozostawała już tylko kwestia zakupu. Pod koniec czerwca jeździłem już własną maszyną.

Zima specjalnie nas nie rozpieszczała i na jazdę motocyklem nie przystosowanym do jazdy po śniegu i lodzie co po niektórzy z nas musieli trochę poczekać. Dla mnie to będzie pierwszy „pełnometrażowy” rok w siodle, liczę że w tym roku pogoda dopisze (w ubiegłym bywało z tym różnie)  i wszyscy będziemy mogli cieszyć się jazdą aż do Sylwestra!

Szerokości.

FZ6: weekend w siodle

// Luty 28th, 2010 // No Comments » // Mój fz6

FZ6: weekend w siodle

FZ6: weekend w siodle

W weekend (zwłaszcza w niedzielę) pogoda dopisała. Nie wiem jak wy, ale ja wyraźnie czuję wiosnę w powietrzu. Śnieg powoli zaczyna być wspomnieniem (no dobra, dzisiaj na takie „wspomnienie” najechałem jeszcze na drodze), temperatury nie powodują już, że człowiek wygląda na twarzy jak rodowity Indianin (albo jakby trzymał twarz przez parę minut nad włączoną kuchenką gazową) i zamiast dwunastu warstw można włożyć na siebie już „tylko” cztery.

Fajnie? Pewnie, że fajnie! Dajcie już spokój z tą zimą :)

Dziś też przełamałem swoje „straszki” i postanowiłem wykąpać motóra na myjni ręcznej. Do tej pory praktycznie w grę wchodziło tylko wiaderko z wodą, gąbka, jakiś sprej do plastików i pielucha z tetry. Czyszczenie sprzętu z piasku i błota zajmowało mi jakąś godzinę i przyznam, że nie jest to moje ulubione zajęcie. Wiem, po co czyścić – samo odpadnie :) No ale co zrobić, jestem powiedzmy umiarkowanym estetą. Poza tym wnerwiała mnie upaćkana przednia szyba i lusterka, że nie wspomnę o zasyfionym maksymalnie tylnym kole i błotniku. Pistoletu z wodą pod ciśnieniem bać się nie należy, natomiast warto sobie przyswoić jak go bezpiecznie używać kierując strumień wody na naszego rumaka:

  • przede wszystkim na wrażliwe elementy takie jak:
    • manetki, zegary, przestrzeń pod bakiem (gdzie zwykle znajduje się akumulator), piasty kół, łańcuch, nie pryskaj z bliska!
  • nie myj motocykla z rozgrzanym silnikiem (odczekaj parę minut), najlepsza opcja to myjnia gdzieś w pobliżu miejsca gdzie na stałe parkujesz sprzęta (silnik nie zdąży się rozgrzać w trasie)
  • kieruj strumień wody z góry, nie od dołu (woda może się w ten sposób dostać w miejsca gdzie normalnie się nie dostaje w codziennym użytkowaniu np. w deszczu i uszkodzić jakieś elektryczne złącza, które nie są chronione od spodu)

Piętnaście minut zabawy, potem jeszcze tylko wytrzeć tu i ówdzie nadmiar wody i gotowe. Machina lśni jakby właśnie wyjechała z salonu :)

I co najważniejsze niczego nie popsułem. Żaden czujnik nie zwariował, wszystkie kontrolki zadziałały jak trzeba. Motór odpalił po kąpieli bez sprzeciwów :)

Koszt: 7 PLN.

FZ6: sezon start

// Luty 21st, 2010 // No Comments » // Mój fz6

FZ6: rozpoczęcie sezonu 2010

FZ6: rozpoczęcie sezonu 2010

No to zacząłem. Wiem, wiem. Niektórzy w ogóle nie kończyli, jeździli w śniegu swoimi endurakami, albo quadami rozjeżdżali okoliczne lasy. Można i tak (choć tych szaleństw po lesie nie rozumiem i nie pochwalam – chyba, że na wytyczonych trasach).

Ja tam sobie skromnie, bez rozgłosu poszedłem wraz z najlepszą z żon do garażu, zdjąłem z motóra pokrowiec, odpaliłem i pojechaliśmy na małą przejażdżkę po dzielnicy :)

Ha. To co mnie pozytywnie zaskoczyło to fakt, że ciśnienie w oponach spadło w ciągu tych dwu miesięcy przerwy tylko nieznacznie (1-2 psi). Oczywiście przed wyruszeniem uzupełniłem braki wyrównując ciśnienie do wartości nominalnych (33 przód, 36 psi tył).

Silnik zaskoczył ładnie, bez żadnych problemów. Tylko wsiadać i jechać. Co też niezwłocznie uczyniliśmy.

Dystans? Jaki dystans …, wyszło marne 7km :-D

Najlepsza z żon trochę mi przemarzła, więc od początku nie było mowy o dalszym wypadzie. Mimo, że słońce świeciło raźnie to jednak wiaterek dał się nam nieco we znaki. Jestem w sumie bardzo zadowolony, plan został zrealizowany, a prognoza na nadchodzący tydzień wygląda całkiem obiecująco. Przy okazji polecam -> http://new.meteo.pl/, to chyba najbardziej precyzyjne i trafne prognozowanie jakie znam w polskim Internecie.

Zima (chyba) już odpuszcza

// Styczeń 31st, 2010 // No Comments » // Mój fz6

Kiedy ostatni raz jeździliście swoim jednośladem w zeszłym roku?

Ja, nomen-omen*, pamiętam to dokładnie – 13. grudnia. Wracałem wtedy ze szkoły, było już po 16-ej, więc ciemno. Prószył drobny śnieg, temperatura oscylowała na poziomie -2 st. C. W porównaniu z mrozami, które miały dopiero nadejść to była betka, ale i tak, mimo warstwowego ubioru i tzw. „nowych technologii” – zmarzłem.

Ale o czym to ja …, aha. Od tamtego dnia maszyna stoi sobie na podziemnym parkingu, jakoś jazda po zaśnieżonej ulicy i w dodatku posypanej obficie solą nie zachęcała mnie do eksperymentów.

Przed świętami odpaliłem jeszcze sprzęta i pokręciłem parę kółek po garażu. Fajnie! Musiałem co prawda wyglądać jak głupek (bo garaż jest niewielki, raptem na 10 samochodów), ale miałem kupę radochy :-)

No i od tamtej pory, niestety dłuuga, bo trwająca cały miesiąc przerwa. Wyjazd na święta, a potem te syberyjskie mrozy i obfite opady śniegu sprawiły, że o jeździe na Fazzim mogłem zapomnieć. Gdzieś koło 20. stycznia zacząłem się zastanawiać jak czuje się akumulator. Co prawda w garażu nie było tak zimno jak na zewnątrz, ale jednak moto stało bez ruchu całe 4 tygodnie. To musiało się jakoś odbić na kondycji bateryjki – myślałem.

No to źle myślałem :-) Motór zaskoczył żwawo od pierwszego dotknięcia przycisku rozrusznika, a we mnie wstąpiły nowe nadzieje, że na tę zimę niedługo przyjdzie koniec i może nawet już w lutym będę mógł gdzieś po dzielnicy się pokręcić – chociaż te parę kilometrów.

Aby do wiosny czego sobie i Wam życzę :-)


Update: posypuję głowę popiołem. Wygłupiłem się z tym „nomen-omen” okrutnie :) Błąd poprawiam i pozdrawiam DrFugazi z pl.rec.motocykle.

Cóż człowiek uczy się całe życie :)