// Wrzesień 19th, 2010 // 7 Comments » // Mój fz6

Człowiek zawsze sobie myśli, że takie rzeczy przytrafiają się tylko innym, że jego to nie dotyczy. Ogląda to w telewizji, czyta newsy w Internecie, czasem usłyszy w radiu. Rzadziej dotknie to kogoś ze znajomych lub rodziny.
Cóż, teraz przytrafiło się i mnie. Nazywam to „przygodą”, bo na szczęście nikomu nic się nie stało. Straty odnotowano tylko w sprzęcie co możecie zobaczyć na załączonych zdjęciach.
Niemniej stało się jak stało, w miejscu mocowania crashpada pękła rama, ale po kolei.
Pogoda tego popołudnia była dobra, około +18 stopni, niebo czyste, warunki na drodze dobre. Jak zwykle w tygodniu wracałem o tej porze z pracy do domu i ze względu na to, że Al.Niepodległości w Warszawie są obecnie w remoncie podobnie jak uprzednio zdecydowałem się pojechać objazdem ulicą Wiśniową do Batorego i potem już do ronda Jazdy Polskiej by z niego wjechać na trasę łazienkowską.
Trasa znana, jeździłem nią już kilkanaście razy, wydawało mi się, że poznałem na tym odcinku wszystkie niebezpieczeństwa jakie potencjalnie mogą mnie spotkać. Właśnie. Wydawało mi się. „Atak” przyszedł z najmniej spodziewanej strony a mianowicie z … wyjazdu z parkingu pod Komendą Główną Policji znajdującej się przy wspomnianej Wiśniowej. Ze sznura pojazdów stojących w korku w stronę ulicy Batorego, który niespiesznie wyprzedzałem z lewej strony wychynął niespodziewanie samochód chcący skręcić w lewo. Zobaczyliśmy się wzajemnie w ostatniej chwili, na jakąkolwiek reakcję poza rozpaczliwym wciśnięciem hamulca nie pozostało już w zasadzie czasu. Poszliśmy jak to się mówi „na czołówkę”, na szczęście obaj mieliśmy w tamtej chwili na swoich licznikach prędkości raczej mizerne. On z racji tego, że właśnie włączał się do ruchu, ja bo manewr wyprzedzania w tym miejscu należy wykonywać szczególnie ostrożnie (ulica dwukierunkowa, ale wąska) i jadę tam zwykle nie więcej niż 40-50km/h. To mnie zapewne uchroniło przed większą katastrofą. To i zbroja oczywiście, choć co ciekawe oglądając potem wierzchnie ubranie nie znalazłem bodaj jednej rysy. Kask właściwie też nie ucierpiał po kontakcie z asfaltem. Dziwne, ale prawdziwe.
To co dla ludzi skończyło się niegroźnie niestety okazało się końcem mojego Fazera. Pęknięta w miejscu mocowania crashpada rama wydała wyrok na opłacalność jakichkolwiek napraw motocykla. Rzeczoznawca przysłany z ubezpieczalni tylko to potwierdził, także czekam teraz na wypłatę odszkodowania.





Pikanterii tej „przygodzie” dodaje fakt, że za kierownicą auta siedział … wysokiej rangi funkcjonariusz policji, który właśnie po skończonej pracy wyjeżdżał z parkingu kierując się do domu. Wezwana na miejsce zdarzenia drogówka po zbadaniu sprawy orzekła jego winę („włączając się do ruchu nie zachował należytej ostrożności). Człowiek na miejscu został ukarany mandatem i punktami karnymi.
Poniżej ogólny plan zdarzenia. Czerwoną kropką zaznaczyłem miejsce kolizji, biała strzałka reprezentuje tor jazdy samochodu. Ja poruszałem się w stronę ulicy Batorego.

Jak widać tym samym dołączam do grona osób „tych, którzy już leżeli”, choć wolałbym jeśli już by stało się to w innych okolicznościach przyrody.
Uważajcie na siebie i pamiętajcie o stroju ochronnym – to jedyna karoseria, która Was chroni w czasie upadku.
Żeby jednak nie kończyć zbyt pesymistycznie: historia znajduje swój szczęśliwy koniec w zakupie nowej maszyny. Będzie to …, ale o tym już w następnym odcinku