// Wrzesień 24th, 2010 // No Comments » // Fazer 8, Wydarzenia

Do niedawna żyłem sobie w przeświadczeniu, że nie ma nic prostszego pod słońcem niż kupno czegoś co jest nowe ze sklepu. Ot, idziesz, wybierasz i kupujesz. Sprzedawca daje ci fakturę, ty płacisz i transakcja załatwiona. Proste?
Nie w Polsce. Ale po kolei.
Jak zapewne niektórzy z Was wiedzą na początku września przyszło mi rozstać się z moim Fazerem. Do tego rozstania wydatnie przyczynił się pan policjant co ze szczegółami opisywałem tutaj. Cóż, garaż nie znosi pustki, a ja nie mogąc się przyzwyczaić do poruszania środkami komunikacji miejskiej czym prędzej zacząłem rozglądać się za nowym motocyklem. Nie będę wdawał się w dyskusję na temat tego co lepiej: nowy czy używany. Oba sposoby mają swoje wady i zalety. Ja chciałem nowy, niedotykany. Z premedytacją.
Z wyborem, choć przyszedł z zaskoczenia, nie miałem większych problemów. Pozostawało jedynie transakcję sfinalizować. Od dealera dostałem wymagany prawem komplet dokumentów: fakturę VAT z dokładnym opisem pojazdu (nr ramy, silnika, itd.), wyciąg ze świadectwa homologacji i kartę pojazdu. Oczywiście również instrukcję, gwarancję, książkę przeglądów – te rzeczy jednak nie będą miały w opisywanej tu sprawie większego znaczenia.
Z kompletem w/w dokumentów udałem się do Wydziału Komunikacji właściwego dla mojego miejsca zameldowania (zameldowania …, heh, kolejny anachronizm). Wypełniłem stosowny wniosek, wniosłem opłatę (na dziś w Warszawie: 121,50) i przedłożyłem urzędnikowi.
I tu zaczęły się „schody”.
Po bardzo dokładnym przestudiowaniu faktury, którą dostałem od dealera (jest to autoryzowany sprzedawca, działający w Polsce od lat) ów miły pan stwierdził lakonicznie, że na tym dokumencie brakuje informacji gdzie fizycznie miała miejsce odprawa celna na terenie naszego kraju. Numer SAD znajdujący się na fakturze okazał się dla niego niewystarczający. Na moje pytanie czy wystarczy fax lub mail od dealera z tą informacją odpowiedział, że nie. Musi to być na papierze i z pieczątką dealera (o tej pieczątce zresztą będzie mowa dalej). Poszedł się nawet skonsultować z kimś kto się „zna lepiej” i po chwili wrócił z informacją, że faktycznie bez tego zapisu wydział nie może przyjąć papierów do rejestracji. Dodam, że na stronie urzędu nie znalazłem wcześniej takiego wymogu, bo z pewnością zwróciłbym na to uwagę. Ponieważ dealer znajduje się w innym mieście tego dnia nie miałem już szans by zarejestrować motocykl. Spod okienka odszedłem z przysłowiowym kwitkiem.
Porozumiałem się w międzyczasie z dealerem, który był tą sprawą niemniej zdumiony ode mnie. W swojej karierze nigdy nie słyszał o takim wymogu ze strony urzędu, a sprzedał już kilkadziesiąt (a może i nawet kilkaset) motocykli do Warszawy. Przez telefon uzgodniliśmy, że zostanie wystawiona nota korygująca do faktury z informacją o miejscu odprawy celnej. Nota miała być do mnie wysłana listem priorytetowym.
List priorytetowy wędrował (chyba dosłownie) do mnie całe dwa dni
To temat na osobne rozważania.
Z notą korygującą i resztą dokumentów udałem się z powrotem do urzędu. Ten sam urzędnik przyjął papiery i przekazał dalej do przetworzenia. Zadowolony, że sprawa tym razem już pójdzie bez kolejnych problemów usiadłem w poczekalni w oczekiwaniu na pozytywną decyzję o rejestracji.
Życie jednak nie jest takie proste i tzw. uczciwy obywatel ma stale w naszym kraju „pod górkę”.
Tym razem okazało się, że pieczątka na nocie korygującej jest inna niż na fakturze, do której nota została wystawiona. Konkretnie widniał tam nieco inny adres. Już wyjaśniam o co chodzi (znaczy ja ciągle nie wiem o co, ale napiszę o co chodziło zdaniem urzędnika): otóż, na pieczątce przystawionej na fakturze była ulica z numerem dajmy na to 14, natomiast na nocie ta sama ulica na odciśniętej (dość niewyraźnie zresztą) pieczątce miała już numer 12/14. Dla miłego pana w okienku nie miało już znaczenia, że przecież to ta sama firma o czym niezbicie świadczył wypis z KRS i świadectwo nadania numeru REGON (dealer przefaksował do urzędu). Scena jak z któregoś filmu Barei, ale ta jedna drobna rzecz znowu zablokowała pomyślną rejestrację motocykla tego dnia. Nie pomogły telefony dealera bezpośrednio do urzędu ze stosownym wyjaśnieniem. Ta druga pieczątka, zdaniem urzędnika, została przystawiona przez zupełnie inną firmę. I kto mi powie, że PRL się skończył 20 lat temu?
Na szczęście dealer znalazł dla mnie zrozumienie (zrobił to też poniekąd we własnym interesie) i osobiście samochodem, następnego dnia przywiózł mi poprawioną notę z tą samą pieczątką, która została przystawiona na oryginalnej fakturze. Motocykl po czterech dniach udało się wreszcie zarejestrować. Tak, nowy pojazd pochodzący z legalnej sprzedaży z autoryzowanej sieci dealerskiej.
I teraz najzabawniejsze. W zeszłym roku dokładnie w tym samym urzędzie, u tego samego urzędnika rejestrowałem swojego nowego Fazera (kupionego u innego, warszawskiego dealera). Informacji o tym gdzie pojazd został oclony na tamtej fakturze nie ma. Pojazd zarejestrowałem w 20 minut. Słabo?
Share