Posts Tagged ‘bezpieczeństwo’

Bądź widoczny czyli „żarówą” po oczach

// Styczeń 9th, 2012 // No Comments » // bezpieczeństwo, Wydarzenia

To nie musi być obciach

To nie musi być obciach

Radio Erewań donosi: od 2013 jazda w tzw. „dobrze widocznych” ciuszkach będzie obowiązkiem każdego motocyklisty.

Gdzie?

We Francji. Póki co. Tamtejszy rząd przeforsował zmiany w przepisach i od 1. stycznia 2013 jeździec obowiązkowo będzie musiał przyodziać coś odblaskowego na grzbiet.

Niby nie ma się czym podniecać skoro te zmiany nas, Polaków, nie dotyczą. Jednak misternie utkany system  naczyń połączonych (Francja jest w Unii, Polandia też) każe przypuszczać, że i u nas podobne modyfikacje, a przynajmniej pomysły mogą się niebawem pojawić. I co Wy na to?

Swoją drogą ciekawy jestem czy przed wprowadzeniem tychże przepisów zostały przeprowadzone jakiekolwiek badania statystyczne, które jasno pokazały wyższość jednej opcji nad drugą (znaczy z kamizelką i bez). Chętnie bym sobie takie opracowanie poczytał. Mówiąc po ludzku: takie wdzianko rzeczywiście zwiększa moje bezpieczeństwo czy nie?

 

Share

Wypadek? Zrób się w balona

// Grudzień 14th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Motocykle

Nie jest to co prawda żadna nowość, bo pomysłodawca i projektant tego ciekawego rozwiązania pracuje nad nim już od kilku lat, ale jeśli sądzicie, że widzieliście już wszystko to zerknijcie na poniższy film, a potem czytajcie dalej:

Nieźle to wygląda, co?

Wdzianko uszyte jest dwuwarstwowo: warstwa zewnętrzna to bardzo wytrzymały materiał, z którego robi się m.in. spadochrony. W pasku umieszczone są dwie 9V baterie, które w czasie wypadku uruchamiają mały kanister z nitrocelulozą. Bania pompuje się w 0.05 sekundy czyli całkiem sprawnie. System wyzwalania jest póki co dość prymitywny bo działa na zasadzie linki, którą kierowca przypięty jest do motocykla. Kiedy linka się zerwie (ergo: kierownik spada z siodełka) obwód zostaje przerwany i grucha się dmucha.

Wynalazca, niejaki Neron z Kanady (prawda, że ładnie?) liczy na to, że jego patent wkrótce stanie się popularny. W dobie korkujących się miast to być może wcale niegłupie rozwiązanie. Co sądzicie?

Aha, zgłasza się ktoś na ochotnika by coś takiego przetestować? :)

Share

Kask ładowany od tyłu

// Sierpień 27th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo

Voztek - głową w kaskNie, nie chodzi, że ktoś tu kogoś …, a zresztą nieważne :)
Zadziwiające ile ciekawych wynalazków powstało z nudów, albo po prostu z nadmiaru wolnego czasu (obecnie towar zdecydowanie deficytowy). Tak było i tym razem. Po wypadku, w którym złamał sobie obie nogi, australijczyk John Vozzo wylądował (i to niemal dosłownie, bo gość uprawia „skydiving”) w szpitalu. Leżąc w łóżku obmyślił patent jak w bezpieczny sposób, ruszając głową poszkodowanego najmniej jak to możliwe zdjąć z głowy kask. Wiadomo jak sprawa w tradycyjnym hełmofonie wygląda, trzeba się troszkę nagimnastykować przy wkładaniu i zdejmowaniu. Szyja w tym czasie ostro pracuje i kręgosłup w tym miejscu podlega przeciążeniom. Nie jest to oczywiście problem dla kogoś kto bóle pleców i karku zna tylko ze słyszenia, ale w sytuacji zagrożenia życia, na przykład po motocyklowym wypadku, w którym jest podejrzenie, że ofiara odniosła uraz kręgosłupa – szybkie i sprawne pozbycie się kasku może być kłopotliwe. W skrajnych przypadkach trzeba plastik zwyczajnie ciachać.
No i tu sprytny mieszkaniec Antypodów wkroczył do akcji (pamiętajmy, że leżał unieruchomiony w łóżku i zapewne przejrzał już całą kolorową prasę jaką miał w zasięgu) wymyślając kask, który zakłada się od tyłu, a raczej od przodu. Prawda, że proste?
Jak to mówią siła obrazu do wyobraźni przemawia najskuteczniej dlatego krótki filmik jak całość działa:

Tak to wygląda. Dodam, że taki kask nie posiada zapięcia pod szyją, nie jest ono w tej sytuacji potrzebne. Czy takie rozwiązanie ma szansę się upowszechnić? Nie wiem, ale przyznacie, że wygląda interesująco.

Cały artykuł (po angielsku, a jakże) dostępny tutaj: http://www.gizmag.com/voztek-rear-entry-helmet/19637/
Strona producenta: http://vozcorp.com/index.html
Share

Motoszkoła: kurs TECHNICZNY

// Lipiec 30th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Motocykle

Motoszkola: kurs TECHNICZNYTrochę czasu upłynęło od szkolenia, a ja przez cały ten czas obiecywałem sobie, że wreszcie o tym kursie coś napiszę :) Sporo się działo, dużo jeździłem – pogoda dopisywała (no, może nie ostatnio, ale w sumie nie było źle) i grafik miałem dość napięty. Poza tym zwyczajnie, proza życia – nie chciało się :) Niektórym może będzie to nie w smak, bo podobno okrutnie rozwlekłe teksty produkuję i ogólnie przynudzam, ale cóż: takie dzikie prawo Internetu. Tu mogę pisać – to piszę. Czytać przecież nie trzeba.
Tyle tytułem wprowadzenia, do rzeczy.

Dla kogo to szkolenie?

Rafał (instruktor i właściciel „Motoszkoły”) wymyślił sobie to tak, że aby móc wziąć udział w kursie technicznym trzeba najpierw ukończyć kurs bezpieczny. Można to zrozumieć. Z jednej strony ma to sens z punktu widzenia rozwoju kursanta (umiejętności zdobywa się stopniowo poznając coraz to nowe pojęcia, które wynikają z poznanych wcześniej rzeczy), z drugiej zaś taki układ zapewnia godziwy dochód.
Szkolenie mimo, że troszkę na wyrost nazwane „technicznym” polecałbym raczej początkującym i mało doświadczonym  motocyklistom. Nie trzeba obawiać się ćwiczeń w ruchu ulicznym – trasy zostały dobrane tak, że ruch jest na nich stosunkowo niewielki. Można spokojnie skupić się na treningu, a przy okazji przekonać się jak dajemy sobie radę „w realu” na drodze.

Właśnie, drogi.

No to jest sprawa na osobny akapit, zwłaszcza jak ktoś jest (tak jak ja) z płaskich i równych jak stół nizin. Drogi u nas są tak samo nudne i przewidywalne jak krzywizna ziemi, którą widać z balkonu III piętra :)
Górskie trasy po słowackiej stronie zostały całkiem zacnie dobrane. Jest sporo zakrętów, które nie powinny rozczarować tych bardziej nawet doświadczonych: były zakręty ślepe, gdzie nie widać wyjścia, były takie o zróżnicowanym profilu zakrzywienia, były wreszcie tzw. „patelnie” – zakręty, które w uproszczeniu można nazywać „180 stopni” lub „zawrotkami”. Tu zdecydowany plus.

Zakres materiału

Zabrakło mi trochę rozwinięcia tematu pod tytułem: „pozycja na motocyklu przy dynamicznym pokonywaniu zakrętów”. Instruktor ledwie się po tej kwestii prześlizgnął, a można było więcej o tym poopowiadać z korzyścią dla kursantów. Zdecydowanie natomiast dobrym pomysłem było filmowanie i omawianie błędów. Można sobie było przy kolacji na spokojnie jeszcze raz obejrzeć przejazd i usłyszeć kilka gorzkich słów :) Dzięki tym uwagom mogłem później skupić się bardziej na rozpoznawaniu punktów wejścia w zakręt i ocenie gdzie leży apeks. Pomogło mi to zoptymalizować moją trajektorię pokonywania łuków.

Aura

Pogoda w górach zmienną jest i nie oszczędzała nas jakoś szczególnie. Zwłaszcza czwartek był ciężki i nie wszyscy zdecydowali się na wyjazd tego dnia. Zdrowo przemokłem, ale też i dużo się nauczyłem o przyczepności w deszczu. Otóż jest większa niż to się zwykle wydaje (zakładając, że się ma opony i zawieszenie w dobrym stanie). Może zabrzmi to niespecjalnie zachęcająco, ale polecam co jakiś czas pojeździć kiedy jest mokro: to znakomity moment na trening (w granicach rozsądku rzecz jasna).

Czy było warto?

Tak, bo ja to jednocześnie potraktowałem tak jakby to był wyjazd turystyczno-wypoczynkowy (zresztą tak właśnie między innymi było). Towarzystwo było bardzo sympatyczne, pozdrawiam wszystkich – zwłaszcza Łukasza z Krakowa i Ryśka z Wrocławia, naprawdę zacni goście :) Ten kto nastawiał się na szybką jazdę ze wskazaniem na tor – będzie rozczarowany. Polecałbym wydać te pieniądze gdzie indziej: u Grandysów, w Promotorze czy u chłopaków z Motormanii :)
Ogólnie oceniam to mniej więcej: 3/5
Plus: fajnie dobrane trasy, piękne górskie krajobrazy.
Minus: dziury w materiale, trochę więcej konsekwencji w prezentowanej teorii i więcej omawiania błędów.
Info o kursie: http://motoszkola.pl/pliki/kurs_techniczny.html
Trochę zdjęć: http://motoszkola.pl/pliki/galeria_tech2011.html

Kilka filmów ze szkolenia można obejrzeć na moim kanale YT, zapraszam.

Share

Rusza GoMotoTV

// Maj 20th, 2011 // No Comments » // Wydarzenia

Nazwa w sumie mówi wszystko. Zakładamy dla Was kanał na Youtube, na którym cyklicznie będą pojawiały się programy o motocyklach i wszystkim co z nimi związane. Jest to o ile wiem pierwszy tego typu projekt w polskim Internecie i mam nadzieję, że przy Waszej pomocy (liczę na pomysły i sugestie – co chcielibyście oglądać, testy jakich motocykli zobaczyć?) będzie to projekt udany, który uzyska aprobatę widzów. Zapraszam do oglądania pierwszego, pilotażowego odcinka, w którym (nie może być przecież inaczej) możecie obejrzeć jak prezentuje się Yamaha FZ8N:

http://gomoto.tv
http://www.youtube.com/user/GoMotoTV

Share

BMW pomoże ci skręcić w lewo

// Maj 18th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Ciekawostki, Motocykle, Wydarzenia

C-7 nakaz jazdy prosto lub w lewo

Jak ostatnio można było poczytać na MCN bawarska firma rozpoczęła testy systemu, który asystuje kierowcy auta w czasie kiedy ten zamierza skręcić w lewo. System zwie się „asystent lewoskrętu” (ang. turn left assistant) i składa się oprócz rzecz jasna samego układu sterującego z kamery śledzącej pole przed samochodem i laserowego skanera.

Rozpoznanie, że kierowca samochodu zamierza skręcić w lewo przebiega dwuetapowo. Po pierwsze system nawigacji satelitarnej pozycjonuje z dokładnością do jednego metra pojazd na skrzyżowaniu. W tym samym czasie kamera umieszczona z przodu również śledzi ruch auta na podstawie oznakowania poziomego jezdni wysyłając do sterownika informację o tym czy samochód rozpoczął właśnie manewr skrętu w lewo. Jednocześnie trzy laserowe skanery precyzyjnie w czasie rzeczywistym odwzorowują to co się dzieje do 100m przed samochodem „wypatrując” nadjeżdżającego z naprzeciwka pojazdu. Motocykle również są przez system rozpoznawane (jak miło).

Kiedy system wykryje pojazd zbliżający się do skrzyżowania z przeciwnej strony aktywuje się (zakładając, że prędkość skręcającego auta nie przekracza 10km/h) wyświetlając w panelu informacyjnym ostrzeżenie i załączając jednocześnie hamulce.

Teraz najlepsze. System jest w stanie, przy pomocy specjalnego rozszerzenia, bezprzewodowo komunikować się z innymi pojazdami na drodze wyposażonymi w taki układ. Technologia nosi handlową nazwę WLAN car-to-x communication unit. Dzięki takiemu rozwiązaniu zasięg laserowych skanerów może zostać zwiększony do 250m. Dodatkowo, kolejnym bonusem jest to, że w takim przypadku istnieje możliwość wcześniejszego wykrycia zbliżającego się do skrzyżowania pojazdu, który jest ukryty na przykład za wzniesieniem i do ostatniej chwili pozostaje niewidoczny dla skręcającego.

Obecnie ekipa z Bawarii testuje wyżej opisany mechanizm na dwóch swoich modelach: BWM serii 5 i motocyklu R1200GS.

W sytuacji kiedy układ zamontowany w motocyklu jadącym na wprost przez skrzyżowanie wykryje auto usiłujące skręcić w lewo specjalny algorytm wylicza trajektorię obu pojazdów i ocenia ryzyko potencjalnej kolizji. W zależności od stopnia tego ryzyka w jednośladzie dzieją się różne rzeczy :) : zwiększana jest intensywność świecenia lampy przedniej, załączają się ledowe światła pozycyjne, w które dodatkowo wyposażony jest motocykl, a w sytuacji krytycznej machina nawet sama zatrąbi na takiego delikwenta. Oczywiście jednocześnie, niejako po drugiej strony barykady, kiedy już kolizja wydaje się nieunikniona aktywowane są hamulce w aucie.

Trochę to przerażająca wizja: pojazdy komunikujące się między sobą bez naszego udziału. Ciekawe jak taki system będzie sprawdzał się w realnych warunkach drogowych i czy ma szansę wejść do powszechnego użycia w takiej formie?

Źródło:  http://www.motorcyclenews.com/MCN/News/newsresults/New-bikes/2011/May/may1711-bmw-unveils-new-anti-crash-technology/
Share

Motoszkoła: kurs BEZPIECZNY

// Marzec 27th, 2011 // No Comments » // bezpieczeństwo, Motocykle

Motoszkoła.pl: motocykliści dla motocyklistów

Jak być może niektórzy z Was kojarzą jakiś czas temu pisałem, że zamierzam wybrać się na szkolenie do Motoszkoły. Ośrodków takich ciągle w naszym kraju jak na lekarstwo, a ludzi, którym się chce to robić (i umieją) jeszcze mniej. Nie wspomnę już o mieszkańcach mniejszych miast, gdzie takich szkół po prostu nie ma i długo jeszcze nie będzie. Niech to jednak nikogo nie zraża przed tym by jednak, mimo przeciwności losu, nie spróbować. W końcu nikt nie obiecywał, że będzie łatwo (jak jest łatwo to nie ma zabawy). W gestii indywidualnej pozostawiam decyzję, którą szkołę wybrać – jak napisałem powyżej. Jest ich w kraju niewiele, więc też niespecjalnie jest w czym wybierać. Zanim jednak się człowiek zdecyduje przede wszystkim musi sobie odpowiedzieć na pytanie czego po takim szkoleniu się spodziewa.

Dla kogo to szkolenie?

Mowa oczywiście cały czas o Motoszkole, bo ten ośrodek poznałem niejako od środka – będąc na kursie. Otóż system został tu opracowany czy też podzielony na trzy części (wcześniej były dwie, od tego roku doszedł jeszcze stopień ekspercki). To co się pierwsze rzuca w oczy (przynajmniej w moje się rzuciło) to to, że nacisk kładzie się tu głównie na jazdę szosową czyli poruszanie się w normalnym ruchu drogowym (miasto i poza). O jeździe torowej raczej się nie mówi. Celowo.  Układający program szkoleń wyszedł z założenia, że to właśnie na normalnej drodze statystyczny motocyklista (czy też adresat szkolenia) spędza najwięcej czasu na swoim jednośladzie. W moim przypadku jest to najprawdziwsza prawda i z takim założeniem wybrałem właśnie to, a nie inne szkolenie. Z tego co wiem ośrodek organizuje również dedykowane kursy enduro.

Pierwszy dzień szkolenia, mimo iż technicznie mamy już wiosnę przywitał nas … śniegiem. Nie nastrajało to zbyt optymistycznie i z żalem swojego motóra musiałem pozostawić w garażu. Na szczęście szybko okazało się, że słońce zrobiło swoje. Praktycznie o godzinie 9 ulice były już wolne od białego puchu i suche. Mogło być tylko lepiej.

I etap: kurs bezpieczny

To niejako początek ścieżki szkoleń. Zapoznanie się z podstawowymi zagadnieniami budowy motocykla (ustawienia zawieszenia, efekt żyroskopowy, skręcanie), ale bez wnikania głęboko w szczegóły techniczne. Jeśli ktoś lubi – to już musi we własnym zakresie (i moim zdaniem to dobrze – nie warto od razu na starcie wypełniać sobie pamięci terminami, o których na tym etapie nie ma się zielonego pojęcia). Na początek troszkę teorii, a potem od razu przejście do praktyki – ćwiczenia na placu manewrowym. To o czym jeszcze zapomniałem wspomnieć na początku to fakt, iż cały program kursu bezpiecznego opiera się (a nawet czerpie pełnymi garściami) na modelu szwedzkim i tym jak tam się takie szkolenia przeprowadza. Trzeba przyznać, że Szwedzi mają bardzo rozbudowany system przygotowania przyszłego motocyklisty do (prze)życia na drodze. Na początek: wolna jazda na wprost. Nie. Naprawdę wolna. Prędkości rzędu 2-4 km/h. Jak to osiągnąć zachowując jednocześnie płynność jazdy? Łatwo nie jest, bo mają tu znaczenie trzy elementy: kontrola otwarcia gazu, sprzęgło i tylny hamulec. W skrócie: gaz mamy otwarty, a płynność poruszania się i prędkość „regulujemy” jazdą na tzw. półsprzęgle z jednocześnie wciśniętym (nie za mocno) tylnym hamulcem. Po co to wszystko? A no po to by uniknąć luzów w układzie napędowym (głównie na łańcuchu, ale dla wału jest podobnie) i tym samym wyeliminować niepożądane zjawisko „szarpania” motocyklem na niskich biegach (i prędkościach). Taką jazdę ćwiczyliśmy przez cały pierwszy dzień szkolenia w różnych manewrach na placu. Była jazda popularnym slalomem, było zawracanie na wąskim odcinku drogi (tzw. „garaż”), był też „zygzak”, czyli przejeżdżanie „eską” przez dość ciasno rozstawione bramki. W życiu chyba tyle razy się nie podpierałem nogą co w ciągu tego jednego dnia szkolenia :) Co jeszcze z ciekawszych rzeczy pierwszego dnia? Upadki. Jak prawidłowo się na motocyklu przewrócić aby nie uwięzić pod nim nogi, mowa o przewrotkach przy niewielkich prędkościach (tzw. „gleby parkingowe”). Dodatkowo, jak potem podnieść motocykl. Ja dalej jestem zdania, że lepiej robi się to tyłem :) Na szczęście motocykle szkoły, na których odbywaliśmy szkolenie to były lekkie enduraki, więc z dźwiganiem nikt nie miał kłopotów.

Drugiego dnia zajęliśmy się tematem zakrętów, dynamicznego pokonywania slalomu (ze świadomością tego co dzieje się w tym czasie z przednim zawieszeniem – fajnie widać jego rozprężanie i potem kompresję przy zmianie kierunku), a także przypomnieliśmy sobie (przynajmniej niektórzy) jak zatrzymać się i ruszyć z miejsca bez podpierania się przy tym nogami. Osobiście tego dnia „zabił” mnie tzw. „cyrkiel”, czy też patrząc z góry „balon”. Otóż został wytyczony okrąg (dość mały) z jednym wąskim wlotem, przez który wjeżdżało się do środka. Wewnątrz należało zrobić sobie dwa kółeczka (wolna jazda manewrowa) i wyjechać na zewnątrz. Proste? Niby proste, ale jakoś ciągle podpierałem się nogą :) Jeszcze ciekawiej zrobiło się wtedy kiedy do środka wjechały dwie, a potem trzy maszyny jednocześnie. To ćwiczenie wyszło mi najsłabiej pokazując gdzie powinienem mocniej nad sobą popracować. Następnie potrenowaliśmy sobie hamowanie awaryjne, a potem połączyliśmy to z hamowaniem i jednoczesnym ominięciem przeszkody (to, z której strony należało przeszkodę ominąć w ostatniej chwili pokazywał instruktor). Tu już poszło mi nieco lepiej, a nawet okazało się (bo ostatecznie to ćwiczenie odbyło się z pomiarem czasu), że uzyskałem najlepszy wynik :) Pojawiły się jednak pewne wątpliwości, bo chronometr nie był certyfikowany ;)

Na koniec drugiego i ostatniego dnia kursu zebraliśmy wszystkie te manewry do kupy i każdy próbował swych sił w jeździe kombinowanej. Zaczynało się od „zygzaka” (czyli przejazd ostrym slalomem przez brameczki), potem slalom klasyczny, na końcu którego należało zahamować do zatrzymania i ruszyć nie podpierając się przy tym nogami, a na koniec zawrotka na wąskim odcinku drogi (tzw. „garaż”). Nie brzmi jakoś szczególnie strasznie natomiast trochę problemów każdemu sprawiało przejechanie całości bezbłędnie :)

Podsumowanie

Kurs bezpieczny: 26,27.03.2011Myślę, że piszę to nie tylko w swoim imieniu, ale i innych kursantów – szkolenie bardzo pomocne i polecałbym każdemu kto niedawno zaczął swoją przygodę z motocyklami, ale także wszystkim tym, którym wydaje się, że jeżdżą naprawdę dobrze i mają za sobą dziesiątki tysięcy przejechanych kilometrów. W ramach przypomnienia i dobrego rozpoczęcia nowego sezonu – jak znalazł. Dobór motocykli enduro na kurs również uważam za trafiony – lekkie i bardzo zwrotne maszyny o dużym skoku zawieszenia pozwoliły lepiej zobaczyć co dzieje się z motocyklem w czasie przeprowadzanych ćwiczeń. Łatwiej je było także podnosić z ziemi jak coś poszło źle :)

Jak już wspomniałem kurs i jego program nastawiony raczej na szlifowanie formy w normalnej jeździe szosowej, więc jak ktoś szuka emocji raczej na torze to powinien wybrać się np. do Pro-motora (link w prawej kolumnie, dział „Nauka Jazdy”). Bardzo fajne i potrzebne uzupełnienie po zdanym egzaminie na prawko. Ja bym to zrobił obowiązkowe :) Co pozostało? Na pewno niedosyt. Chciałoby się więcej, choć też muszę przyznać po tych dwu dniach na placu czułem się nieco zmęczony. Teraz kiedy człowiek wie już co i jak (a o pewnych rzeczach sobie przypomniał), może ćwiczyć dalej sam.

Z niecierpliwością czekam już na drugi poziom (kurs techniczny, zapisałem się na termin czerwcowy), kiedy będzie można sprawdzić się na drodze, w normalnym ruchu pojeździć trochę po zakrętach, a słyszałem że miejsce ćwiczeń naprawdę malownicze (południe Polski przy granicy ze Słowacją).

P.S. Na stronie Motoszkoły mają pojawić się jakieś zdjęcia z naszego kursu, nie omieszkam podrzucić linka :)

UPDATE: To było szybkie, już są ->  http://motoszkola.pl/pliki/galeria_bez.html

Share

Przygoda na Wiśniowej czyli nic śmiesznego

// Wrzesień 19th, 2010 // 7 Comments » // Mój fz6

Yamaha FZ6 Fazer po kolizji

Człowiek zawsze sobie myśli, że takie rzeczy przytrafiają się tylko innym, że jego to nie dotyczy. Ogląda to w telewizji, czyta newsy w Internecie, czasem usłyszy w radiu. Rzadziej dotknie to kogoś ze znajomych lub rodziny.

Cóż, teraz przytrafiło się i mnie. Nazywam to „przygodą”, bo na szczęście nikomu nic się nie stało. Straty odnotowano tylko w sprzęcie co możecie zobaczyć na załączonych zdjęciach.

Niemniej stało się jak stało, w miejscu mocowania crashpada pękła rama, ale po kolei.

Pogoda tego popołudnia była dobra, około +18 stopni, niebo czyste, warunki na drodze dobre. Jak zwykle w tygodniu wracałem o tej porze z pracy do domu i ze względu na to, że Al.Niepodległości w Warszawie są obecnie w remoncie podobnie jak uprzednio zdecydowałem się pojechać objazdem ulicą Wiśniową do Batorego i potem już do ronda Jazdy Polskiej by z niego wjechać na trasę łazienkowską.

Trasa znana, jeździłem nią już kilkanaście razy, wydawało mi się, że poznałem na tym odcinku wszystkie niebezpieczeństwa jakie potencjalnie mogą mnie spotkać. Właśnie. Wydawało mi się. „Atak” przyszedł z najmniej spodziewanej strony a mianowicie z … wyjazdu z parkingu pod Komendą Główną Policji znajdującej się przy wspomnianej Wiśniowej. Ze sznura pojazdów stojących w korku w stronę ulicy Batorego, który niespiesznie wyprzedzałem z lewej strony wychynął niespodziewanie samochód chcący skręcić w lewo. Zobaczyliśmy się wzajemnie w ostatniej chwili, na jakąkolwiek reakcję poza rozpaczliwym wciśnięciem hamulca nie pozostało już w zasadzie czasu. Poszliśmy jak to się mówi „na czołówkę”, na szczęście obaj mieliśmy w tamtej chwili na swoich licznikach prędkości raczej mizerne. On z racji tego, że właśnie włączał się do ruchu, ja bo manewr wyprzedzania w tym miejscu należy wykonywać szczególnie ostrożnie (ulica dwukierunkowa, ale wąska) i jadę tam zwykle nie więcej niż 40-50km/h. To mnie zapewne uchroniło przed większą katastrofą. To i zbroja oczywiście, choć co ciekawe oglądając potem wierzchnie ubranie nie znalazłem bodaj jednej rysy. Kask właściwie też nie ucierpiał po kontakcie z asfaltem. Dziwne, ale prawdziwe.

To co dla ludzi skończyło się niegroźnie niestety okazało się końcem mojego Fazera. Pęknięta w miejscu mocowania crashpada rama wydała wyrok na opłacalność jakichkolwiek napraw motocykla. Rzeczoznawca przysłany z ubezpieczalni tylko to potwierdził, także czekam teraz na wypłatę odszkodowania.

Yamaha FZ6 Fazer po kolizjiYamaha FZ6 Fazer po kolizjiYamaha FZ6 Fazer po kolizjiYamaha FZ6 Fazer po kolizjiYamaha FZ6 Fazer po kolizji

Pikanterii tej „przygodzie” dodaje fakt, że za kierownicą auta siedział … wysokiej rangi funkcjonariusz policji, który właśnie po skończonej pracy wyjeżdżał z parkingu kierując się do domu. Wezwana na miejsce zdarzenia drogówka po zbadaniu sprawy orzekła jego winę („włączając się do ruchu nie zachował należytej ostrożności). Człowiek na miejscu został ukarany mandatem i punktami karnymi.

Poniżej ogólny plan zdarzenia. Czerwoną kropką zaznaczyłem miejsce kolizji, biała strzałka reprezentuje tor jazdy samochodu. Ja poruszałem się w stronę ulicy Batorego.

Miejsce kolizji na ulicy Wiśniowej w Warszawie

Jak widać tym samym dołączam do grona osób „tych, którzy już leżeli”, choć wolałbym jeśli już by stało się to w innych okolicznościach przyrody.

Uważajcie na siebie i pamiętajcie o stroju ochronnym – to jedyna karoseria, która Was chroni w czasie upadku.

Żeby jednak nie kończyć zbyt pesymistycznie: historia znajduje swój szczęśliwy koniec w zakupie nowej maszyny. Będzie to …, ale o tym już w następnym odcinku ;)

Share

10.000km później

// Czerwiec 2nd, 2010 // No Comments » // bezpieczeństwo, Mój fz6

Dziś mija dokładnie rok od momentu kiedy zdałem egzamin na kategorię A. Tydzień potem odbierałem plastik od urzędnika w okienku.

29. czerwca ub.r. wyjeżdżałem z salonu świeżo zakupioną FZ6 i pamiętam, że ledwo zdążyłem schować się w garażu przed goniącą mnie cały czas ulewą.

A dziś? Dziś mogę napisać, że jestem już trochę doświadczony :) Nauczyłem się jak kłaść kask na motocyklu tak by nie spadł wprost na ulicę pod nadjeżdżający samochód, wiem też że podczas ruszania warto sprawdzić czy aby na pewno blokada tarczy została zdjęta. Przy tej okazji też opanowałem technikę podnoszenia motocykla po upadku.

Nie sztywnieję już cały kiedy wjeżdżam w zakręt, ani nie ściskam kurczowo manetek. Nauczyłem się płynnego poruszania na małych prędkościach w korku pomiędzy autami. To są drobne rzeczy, ale przecież ważne, bo pozwalają skupić się wyłącznie na jeździe. Nie mam potrzeby zerkania na zegary, obserwując otoczenie jestem mniej więcej w stanie stwierdzić jak szybko jadę. Manualne ogarnięcie zmiany biegów z międzygazem, hamowanie – też już nie stanowi większego problemu. Czas teraz podszkolić technikę i sprawdzić co robię źle. Od przyszłego tygodnia zaczynam kurs doszkalający, który mam zamiar szczegółowo tu omówić. Już teraz zapraszam do lektury.

Share

Oznacz swój motocykl

// Maj 8th, 2010 // 1 Comment » // bezpieczeństwo, Motocykle

Rejestr Motocykli - chroń swoją maszynęNasz zaprzyjaźniony serwis RejestrMotocykli.pl ogłosił właśnie akcję „Oznacz swój motocykl”. Ci, którzy zarejestrowali już swoją maszynę mogą za pośrednictwem strony bezpłatnie zamówić tę naklejkę, która umieszczona gdzieś w widocznym miejscu będzie sygnałem dla potencjalnego złodzieja o tym, że ten motocykl został zarejestrowany w internetowej bazie. Ja już swoją zamówiłem, bo jak to się mówi ostrożności nigdy za wiele.

Share